Czego improwizatorzy mogą nauczyć się od stand-uperów? 

Kabaret jest najlepszy, bo w stand-upie to tylko przeklinają”. „Nie to impro jest lepsze od kabaretu, bo jest świeże i bardziej spontaniczne”, „kabarety są dla starych dziadów, stand-up jest ostry i zajebisty”. I wiele innych około ONETowych komentarzy, których w tym wpisie nie znajdziecie, a które słyszałem nie raz z ust samych występujących (sic!), spowodowały, że zgodnie z moim podejściem, w którym zamiast nieproduktywnie hejtować inne formy, przyjrzyj się im, bo zawsze możesz się z nich czegoś nauczyć – powstał ten cykl (obiecuję, że już nie będzie tak długich zdań…).

Żyje w kilku równoległych światach. Z jednej strony jako trener praktycznej improwizacji, z drugiej jako improwizator sceniczny, z trzeciej jako organizator wydarzeń komediowych (głównie stand-up), z kolejnej jako… (powiedzmy, że jest tego trochę).

Najciekawsze w tym wszystkim dla mnie jest to, co można przenieść z danej dziedziny do innej. Dlatego zapraszam na cykl wpisów. Czego KTOŚ może nauczyć się od kogoś z innej dziedziny (nie tylko komediowej). Zacznijmy od tego czego improwizatorzy mogą nauczyć się od stand-uperów.

Dwie formy, tak różne, ale często korzystające z podobnych umiejętności. Improwizatorzy jak to improwizatorzy, występują w grupach, biorą oferty publiczności, na których budują spektakl. Stand-uperzy, tworzą wcześniej swój materiał, wychodzą w pojedynkę na scenę i mają rozśmieszyć publiczność*

*Tak, tak, jak ktoś miałby się czepiać tego akapitu, to wiem, że nie zawsze tak jest, to nie jest główny temat tego wpisu.

Czego więc improwizatorzy mogą nauczyć się od Stand-Uperów?

1. Świadomość struktur komediowych

A jest tego naprawdę sporo. Począwszy od tej ogólnej struktury, o której często wspominam na blogu w kontekście stand-upu, czyli setup, punch.  W której publiczność ma pewne oczekiwania lub wyobrażenia, tego jak zakończy się set, a tu nagle bach – punch – czyli uderzenie, które rozwala te oczekiwania w drobny mak. Humor sytuacyjny, obserwacyjny, absurdalny, czarny lub zgodnie z oficjalnym „dużym” podziałem humor: uwalniania napięcia, rozwiązania niezgodności, czy statusowy (chodzi mi o ten dominujący – względem czegoś).

Uważam, że wielu Stand-Uperów w tej materii ma dużo większe doświadczenie od improwizatorów. Dlaczego? Ponieważ stand-uperzy dużo wcześniej przygotowują teksty i ubierają je w różne struktury. A taka świadoma praca nad tekstem i analizowanie efektu humorystycznego, dają sporą wiedzę i koniec końców, świetną komediową intuicję. Improwizatorzy natomiast, budują tę intuicję głównie na scenie, tworząc komedię na bieżąco przed publicznością. A w kontekście nauki dowolnej umiejętności – zajmuje to więcej czasu i mniej integrowane z daną osobą.

W każdym razie. Uważam, że nieważne jaką komedią się zajmujesz. Poznaj jej inne rodzaje. To tylko wzbogaca i zwiększa później twoją kreatywność (w rozumieniu łączenia, abstrahowania i tworzenia z tych różnych rodzajów komedii).

2. Jak wytrzymać presję

Stand-Uperzy mają na scenie olbrzymią presję. Mogą liczyć tylko na siebie, swoje umiejętności i zestaw tekstów, które przygotowali wcześniej. Chociaż część tekstów zwykle sprawdzili wcześniej na innej publiczności, to jednak, gdzieś, kiedyś po raz pierwszy musieli je sprawdzić i pierwszy raz powiedzieć publiczności – a ta, albo się śmiała, albo buczała, albo była zażenowana, ewentualnie jak występował Konrad Kaliszka, to publiczność pewnie była skonsternowana do tego stopnia, że nie wróciła do domu po występie. (To dobrze Konrad!).

Wyjście w pojedynkę na scenę, z oczekiwaniem, że masz rozśmieszyć publiczność, to nie lada wyzwanie. W grupie impro, ta odpowiedzialność jest trochę rozłożona na wszystkich członków grupy. Poza tym, w impro, ludzie śmieją się z trochę innych kwestii i jest IMO trochę łatwiej, ponieważ ludzie wybaczą ci, jeżeli coś nie wyjdzie. W końcu to improwizacja. Nawet jak nie wyjdzie, to często podziw wzbudza samo podejmowanie ryzyka przez występujących.

Jednocześnie, nie zmienia to faktu, że takie wytrzymanie presji w pojedynkę, to duża umiejętność, która zawsze się przyda w narzędziowni każdego improwizatora. Choćby po to, by wyjść z dłuższym monologiem w trakcie występu.

3. Prawda o sobie

Po pierwsze by mówić materiał ze swojego życia, po drugie by mówić go wprost.

Ciekawą rzeczą zarówno w Stand-Upie, jak i w impro jest to, że wśród osób, które zaczynają w obydwu tych gatunkach komedii scenicznej. Zarówno tu, jak i tu – występujący robią wszystko, tylko, żeby nie powiedzieć czegoś o osobie. W Stand-Upie, a widziałem na żywo kilkadziesiąt osób, które po raz pierwszy/drugi w swoim życiu wychodziły na scenę, zwykle jest to wyjście na scenę i powiedzenie jakiś popularnych struktur obserwacyjnych, ale o małej konsekwencji. Znaczy to, że mówią takie rzeczy jak: „mieliście kiedyś tak, że jechaliście tramwajem…”, czy też „bla bla bla”, lub drugą popularną rzeczą jest, aby na siłę szokować: „gównem, kurwą i zaniedbaniem”.  Wow, dowiedzieliśmy się, że jeździsz tramwajem i jesteś wulgarny, a teraz przejdźmy do prawdziwej komedii i mówienia o sobie czegoś, co niesie ze sobą większe ryzyko… bo odkrywa to kim naprawdę jesteś? Np. „Też głosowaliście na PIS?” Albo, żeby nie wchodzić w politykę coś wprost: „nie lubię małych dzieci”, „nie chciałbym śmierci moich rodziców, ale liczę na spadek”. O ile to jest prawdziwe, to jest to dobry setup na start. Nie musi szokować, ale wymaga, odsłonięcia pewnej części siebie – co już nie jest takie proste – bo to wiąże się z ewentualną konfrontacją.

Mam wrażenie, że w Stand-Upie, wykonawcy szybciej dochodzą do wniosków, żeby jechać na materiale z własnego życia i odsłonić się. Zdradzić pewną prawdę ze swojego życia w postaci przeżyć które faktycznie nas dotykają lub w nas siedzą.

4. Skojarzenia i obrazy z przeszłości

Kolejną kwestią, którą improwizatorzy mogą wziąć od stand-uperów, jest trochę powiązana z poprzednią. A mianowicie. W Impro, oczywiście unikamy „wymyślania czegoś na poczekaniu”, a dokładniej wychodzenia z myślami w przyszłość. Jednocześnie, gdy pada z publiczności hasło: „kuchnia”. To nagle ta kuchnia, którą ktoś zarysowuje w platformie, jest kolejną zwykłą kuchnią – albo w domu, albo w restauracji. Co w niej robić? Znowu skrobać marchewkę, gotować zupę, albo obierać ziemniaki? (Jakoś tak zwykle te rzeczy się dzieją na scenie w kontekście kuchni). Chcesz stworzyć unikalną i oryginalną scenę w kuchni? Po prostu przypomnij sobie co w niej ostatnio robiłeś w swojej domowej prawdziwej kuchni i zacznij to robić na scenie. Nie musisz wymyślać czegoś oryginalnego – bo to co powiesz będzie na pewno bardziej oryginalne niż obieranie marchewki, ziemniaków czy gotowanie nienazwanej po imieniu zupy. Na ten przykład: ja dzisiaj rano w kuchni robiłem kaszkę manną z syropem truskawkowym i owocami (zero ściemy i btw. uwielbiam ;)). Jak faktycznie robiłeś zupę – to zabierz się do tego, tak jak ostatnio to faktycznie wykonywałeś (i nazwij jaka to zupa była dokładnie), a nie kolejny raz zaczynaj od mieszania łyżką w garze. Jak jadłeś tylko kanapkę z serem i nie miałeś masła bo się skończyło, to zacznij od tego. Będzie to o wiele ciekawsze.

Jak masz zacząć scenę z pustki, to najlepiej zacząć ją od skojarzeń z tym co ostatnio robiłeś w tej materii w swoim prawdziwym życiu i to jest kolejna rzecz, którą można wziąć od stand-uperów, którzy głównie na tym się opierają w swoich występach.

PS. Co jeszcze dodalibyście do tej listy?

W kolejnej części, czego stand-uperzy mogą się nauczyć od improwizatorów…

Photo Credit: Ricardo.Cornejo via Compfight cc
Please like & share: