9501532085_373b419c8e_o

„Nie staraj się być śmieszny w impro” 

Ta w impro zasada zawsze była dla mnie trochę niespójna. Z jednej strony widziałem  znakomite sceny, gdzie improwizatorzy byli śmieszni i często sami atakowali historię. Z drugiej strony wiele tragicznych scen, gdzie improwizatorzy tak mocno atakowali historię, że następowała straszliwa cisza. Więc jak to jest?

Czy w impro nie można być zabawnym? Jasne, że można!

Jeżeli robisz improwizację sceniczną, zwłaszcza komediową, to oczywistym jest, że chcesz rozśmieszyć publiczność. Nawet jeżeli obniżasz stawkę i się do tego oficjalnie nie przyznajesz ;). W tym, że chcesz rozśmieszać publiczność nie ma nic złego. Ba, wręcz, jeżeli twój pokaz nie jest zabawny, to jako grupa impro pewnie coś spieprzyliście w trakcie występu*. Najważniejsze jest jednak to, że w tej zasadzie nie chodzi o ty by nie być zabawnym. Chodzi o to, by nie starać się być zabawnym, a to jedno słowo daje wielką różnicę. Skąd więc zasada, żeby nie starać się być zabawnym?

*chyba, że faktycznie robicie impro na poważnie, robicie pokaz techniczny, czy musical, ale oczywiste jest, że w tym wpisie nie chodzi mi o takie sytuacje.

Pułapki w tobie i twojej głowie

W momencie gdy jesteś na scenie i dłuższy czas jest cisza, a ty starasz się być zabawny – dzieje się wiele rzeczy na raz. Zacznijmy od tego co zwykle się dzieje w głowie. A tam odbywa się wielkie poszukiwanie. Co zrobić by ludzie zaczęli się śmiać? Jak ratować scenkę? Co zrobić, żeby było lepiej, bardziej, wyraźniej i zabawniej? – Skupiasz się na tym, zamiast skupić się na czymś najważniejszym, czyli na partnerze. Może to doprowadzić do kilku kwestii.

  • będziesz bardziej sztuczny, a twoje zachowania będą bardziej mechaniczne
  • będziesz mieć dłuższy czas reakcji (bo będziesz analizować, zamiast działać)
  • będziesz częściej blokować, ponieważ błyskawiczny plan w głowie będzie ważniejszy, niż to co „tu i teraz”
  • będziesz się bardziej spinać i kurczyć w sobie, gdy nie uzyskasz śmiechu, jaki chciałeś uzyskać (gdy coś nie „siądzie”)

Pułapki na scenie i w budowaniu historii

Staranie się być bardziej zabawnym może mieć druzgocące skutki dla budowania całej historii. Po pierwsze tak jak wspominałem powyżej, będzie to miało wpływ na akceptowanie ofert (a to też przekłada się całą historię – zwłaszcza na początkowym etapie stabilizacji platformy), po drugie, usilne żartowanie (które jest jednym ze schematów blokowania), to nic innego jak atakowanie historii i wypaczanie jej sensu. I gdy usilnie starasz się być zabawny, bardzo często, doprowadza to do efektu odwrotnego.

Atakowanie myszoskoczka

Lubię ćwiczenie o nazwie myszoskoczek (do znalezienia u Johnstone’a w „Impro for Storytellers”). Ćwiczenie to świetnie pokazuje jak można spieprzyć nawet najlepszą historię, poprzez atakowanie jej żartami. W wielkim skrócie. Dwóch improwizatorów zaczyna scenkę. Platforma jest z góry ustalona i jest dosyć szczegółowa. Otóż Wiktor, w czasie nieobecności swojej żony, postanawia posprzątać mieszkanie. W trakcie sprzątania wpada na pomysł, aby wyczyścić ich małego ulubieńca, jakim jest myszoskoczek. W tym celu otwiera klatkę, wkłada myszoskoczka do małej miseczki i podąża z nim w stronę kuchni. Nagle myszoskoczek wyskakuje z miseczki i ucieka z domu przez uchylone drzwi. Wiktor wypada za nim na ulicę, a myszoskoczek ucieka w stronę drogi, gdzie właśnie była wylana świeża smoła (czy asfalt, nie pamiętam), wpada w smołę, co znacznie go spowalnia. Wiktor korzystając z okazji łapie myszoskoczka i wkłada go do klatki. Myszoskoczek zaczyna tarzać się w trocinach, przez co wygląda jak wielka ruchoma szyszka. Wiktor przerażony, że żona dowie się co się stało, postanawia wyczyścić myszoskoczka. W tym celu bierze z kuchni szmatę oraz rozpuszczalnik, którymi czyści małego towarzysza. Myszoskoczek nagle zaczyna ciężko oddychać po czym zamyka oczka. Wiktor zaczyna go ratować robiąc mu oddychanie usta – usta. W tym samym momencie pod dom podjeżdża żona. Mąż starając się ukryć na szybko, to co się stało, wkłada martwego myszoskoczka do pudełku po butach jego żony. Wtem ona otwiera drzwi. Tu zaczyna się akcja właściwej scenki.

To dopiero platforma. Gra zaczyna się w tym momencie. Zasady są następujące. Improwizatorzy mają odegrać scenę w której bazują na powyższej platformie. Wiktor musi wytłumaczyć żonie co się stało z jej malutkim myszoskoczkiem (musi dokładnie opisać po kolei wydarzenia). Jednocześnie, jeżeli któryś z improwizatorów grających w tę grę lub ktokolwiek z publiczności zaśmieje się, wtedy następuje restart i scenka zaczyna się od początku. Nawet jeżeli będzie to drobny uśmiech. Improwizatorzy dostają tylko informację, że mają odegrać to jak najbardziej poważnie.

I tu zaczyna się dziać magia. Bo nie jest łatwe doprowadzić tę grę do końca. Chyba, że… na siłę starasz się być zabawny. Whaaat?Doświadcz tej gry i sprawdź z własną grupą. Jak starasz się na siłę atakować historię, wtedy jest to zdumiewająco proste, aby wyszła nieśmiesznie. Jeżeli dwie osoby zaczynają być zwariowane, dziwne, a myszoskoczka traktować jako obiekt żartów („wow, szyszunia, mogę ją zjeść” – autentyk z zajęć). Wtedy publiczność nagle przestaje się śmiać, a gra kończy się zdumiewająco szybko.

Co robić w takim razie?

Można by rzec po prostu „nie staraj się być zabawny”, ale temat dalej nie będzie wyczerpany. Bo są konteksty w których powinieneś być zabawny, zwłaszcza jak robisz impro komediowe! (zwróć uwagę na to, że nie napisałem, powinieneś starać się być zabawnym, tylko po prostu powinieneś być zabawnym).

Bycie zabawnym nie polega na staraniu się. Staranie się być bardziej zabawnym jest jak próba trzaśnięcia drzwiami obrotowymi. Natrudzisz się i nie dość, że ich nie zamkniesz, to jeszcze przy okazji możesz kogoś uderzyć lub rozwalić je pod wpływem szybkości. Natomiast samo bycie zabawnym po prostu zachodzi w trakcie danej sceny. Nie opiera się na „staraniach”, lecz na szybkości, naturalności, szczerości i przełamaniu w naturalny sposób schematu rzeczywistości, którą budujesz na scenie. Bycie zabawnym w kontekście improwizacji wynika raczej z kontekstu i intuicji (która jest nabywana naturalnie wraz z doświadczeniem komediowym), niż ze świadomego analizowania, co by tu zrobić… No może poza jednym wyjątkiem.

Ten wyjątek to The Game. Gdy zbudujecie początkową rzeczywistość sceny i w pewnym momencie po dostrzeżeniu dziwnej sytuacji nie pasującej do początkowego kontekstu, usłyszysz gromki śmiech publiczności (nie pojedynczy rechot), to masz to! Możesz wtedy powtórzyć ten wzorzec świadomie i będzie nawet wskazane działanie (przecież na tym w wielkim skrócie* opiera się THE GAME**). Ale to tak naprawdę jedyny wyjątek który przychodzi mi do głowy

*ale to naprawdę wielkim skrócie

** Jeżeli nie znasz/nie ćwiczyłeś GRY, w sensie powtarzalnych wzorców, to zapomnij o tym co napisałem w tym akapicie.

Na dokładkę kilka momentów, gdzie „bycie zabawnym” nie będzie dobrym zabiegiem. 

  • gdy jedna postać na scenie jest już zwariowana, a chcesz dojść jako druga też zwariowana (dlatego sceny w wariatkowie, gdzie jest dwóch wariatów są zwykle głupie – wariactwo nie ma się od czego odbić)
  • na samym początku historii, gdzie po prostu najlepiej ustabilizować jakąś konkretną rzeczywistość, od której można się później odbić.
  • gdy jest zbyt wiele absurdów – wtedy bycie zabawnym będzie próbą namalowania czerwonego obrazka na czerwonym płótnie. Znowu, nie będzie kontrastu, aby było to zabawne
  • gdy uzyskujesz pojedynczy rechot kilku osób* (zwykle poprzez to jak popełnisz błąd, wyjdziesz z roli, zburzysz czwartą ścianę, zapomnisz o imieniu jakiejś postaci, pojedynczych bloków lub zrobisz coś totalnie durnego)

Nie staraj się być zabawnym, ale też nie bój się być zabawnym.

Na początku drogi do bycia lepszym improwizatorem, zasada „nie staraj się być zabawny”, brzmi po prostu dziwnie – zwłaszcza w kontekście, gdzie ktoś widzi jak publiczność zaśmiewa się z poczynań improwizatorów. Jednocześnie ta zasada ukierunkowuje na to co najważniejsze i daje większy spokój. Ukierunkowuje nasz punkt skupienia na budowanie historii, akceptację i zwracania uwagi na partnerów scenicznych. Daje spokój w postaci „nie śmieją się? Przynajmniej się wciągną w historię/relacje/budowane postaci itd.

*Jasne, publiczność śmieje się z wielu rzeczy. Niektórzy śmieją się z pierdów, ale czy w takim razie trzeba ich używać na scenie? Publiczność będzie się śmiała z żartowania, pojedynczych bloków, błędów improwizatorów, wychodzenia ze swojej roli itd. Taki pojedynczy śmiech może dawać błędną informację improwizatorom – hmm zrobiliśmy coś dobrze, bo przecież zaszedł jakiś śmiech, więc może to powtórzmy. Niestety, to nie jest dobra droga, ponieważ jeżeli bazujesz tylko na tym, to całość jako doświadczenie „impro show” będzie po prostu przeciętna. Wręcz ta drobna zmiana podejścia często odróżnia średnie i dobre grupy od grup znakomitych.

TL;TR? Bycie zabawnym to efekt wielu innych umiejętności i zabiegów, staranie się być zabawnym w trakcie sceny to pułapka.

Please like & share: