4599561870_f33e302e48_o

Miałem ostatnio ciekawą rozmowę, na temat, dlaczego impro nie jest popularne wśród aktorów. Dlaczego aktorzy nie uczą się tej sztuki w szkołach teatralnych, tylko jak już, to ewentualnie przechodzą pojedyncze elementy i to bardzo pobieżnie. A przecież nie jest żadną tajemnicą, że na zachodzie począwszy od szkół aktorskich impro towarzyszy aktorom na wielu stopniach rozwoju.

Z jednej strony, co oczywiste, impro przywiało z zachodu i jest tam bardziej rozwinięte. Dzieli nas kilkadziesiąt lat doświadczenia. Dlatego w Polsce nie ma jakiejś dużej świadomości tego zjawiska. Jednocześnie z tego co obserwuję, w Polsce aktorzy, którzy mają świadomość istnienia improwizacji, nie doceniają (jeszcze?) tej formy sztuki/procesu/technik rozwoju. Przyznam, że w ogóle się temu nie dziwię. No bo dlaczego mieliby doceniać? Przychodzi aktor po szkole teatralnej na występ improwizatorów, a tam…

Ktoś mówi niewyraźnie lub cicho, ktoś w ogóle nie wchodzi w rolę, jeszcze ktoś inny mówi tyłem do publiczności, ktoś nie może ograć przestrzeni, u większości uwydatniają się przyruchy, a sama historia którą pokazują opiera się na seksualno-fekalnych żartach, gdzie dodatkowo grupa nazywa się „teatrem impro…”

I o ile jeszcze zwykli śmiertelnicy, czasem kupują takie gówno, śmieją się z pokazu, tym samym dając złudną informację zwrotną improwizatorom, że pokaz jest dobry… To dlaczego aktor który jest po szkole teatralnej miałby w ogóle na tym wysiedzieć 15 minut? Jeżeli tyle rzeczy ssie w pokazie, to dlaczego ktoś, kto poświęcił się w ostatnich latach ćwiczeniu szczegółów, formy przekazu, przekazywaniu emocji, ćwiczeń dykcji i śpiewu, miałby zauważyć w tej formie potencjał? Taka osoba pewnie w ogóle nie zauważy, że ktoś na scenie się zmienił, że wszystko jest spontaniczne, bo podstawowe sceniczne błędy przysłaniają potencjał całości. A trzeba tu dodać, że potencjał w technikach impro dla aktorów, zwłaszcza pod kątem wewnętrznej zmiany, pod wpływem tego co się dzieje na scenie, jest ogromny! Natomiast, gdy ktoś spotyka się z impro pierwszy raz i widzi coś takiego, to, dlaczego miałby w sobie rozpalić motywację do zainteresowania się improwizacją i wykorzystania jej w swoim personalnym warsztacie?

Całkiem jak w Stand-Upie. Co z tego, że masz genialne rozkminy, turbo punch, który w planie ma doprowadzić do erupcji śmiechu wśród publiczności… Jeżeli mówisz cicho, i niewyraźnie, to nikt tego nie zrozumie. Ogólnie nie rozumiem stand-uperów (improwizatorów zresztą też nie), którzy mówią niewyraźnie i nic z tym nie robią, czasem wystarczyłaby rozgrzewka przed wyjściem na scenę. To głupie.

Wracając do naszych aktorów.

Nie mam zamiaru tym tekstem nakłaniać aktorów do zapoznawania się z impro, jak ktoś trafi na dobrą grupę lub dobrego trenera, który potrafi wyciągnąć esencję z aktora, wie co jest najważniejsze i na co zwrócić uwagę, to aktorzy sami błyskawicznie przekonają się do improwizacji…

Chciałbym tylko zaznaczyć, że to co widzicie na polskiej scenie impro, jest w dużej mierze wynikiem młodości i często nadmiernego hiper nakręcenia improwizatorów. Już to kiedyś pisałem, ale powtórzę. W improwizacji jest niski próg wejścia, pozornie wystarczy wyjść na scenę z grupą znajomych, akceptować i ludzie się śmieją – wiele osób niestety tak do tego podchodzi. Łatwiej zacząć robić impro niż kabaret, czy stand-up. Grupy znajomych ćwiczą i dają sceniczne pokazy. Jednocześnie w większości przypadków, to ich pierwsze zetknięcie ze sceną i występami publicznymi. Ćwiczą impro, ale nie mają jeszcze ogrania scenicznego. Dlatego, to wygląda tak jak wygląda. Czy to jest złe, czy dobre? Nie mi oceniać, bo, to tak, jakby mieć pretensje do Sthephena Hawkinga, że ciągle siedzi przed komputerem. Po prostu tak wygląda rzeczywistość i jak ktoś chce zacząć, to gdzieś się tego musi nauczyć.

Chociaż ten próg wejścia rośnie, to mam wrażenie, że jeszcze przez chwilę taki stan rzeczy się nie zmieni. Kolejne grupy będą dawały pokazy, kolejne grupy będą się rozpadały, a ci co dbają o szczegóły i technikę, będą koniec końców najlepsi. Jednak nie dziwmy się, że wielu aktorów, czy innych osób, ze świata sceny, odbiera obecnie impro jako prostą zabawę około kabaretową, bo tak też wiele osób, ją po prostu prezentuje. Nikt nie kupi i nie wykorzysta ogromu potencjału, jaki drzemie w impro, jeżeli, to co prezentujemy, jest słabo opakowane. To nie jest niczyja wina, to raczej (mam nadzieję) powolna ewolucja,  która musi zajść w każdym odłamie sztuki. Jednocześnie, pocieszające jest to, że ewolucja bywa często bezwzględna i kiedyś wszystko się wyklaruje…

Photo Credit: UMTAD via Compfight cc
Please like & share: