15

Nie jest to wpis dla osób, które zaczynają występować publicznie i chciałyby improwizować. Niestety, jak to w życiu, nie ma tu drogi na skróty. Techniki Improwizacji najlepiej sprawdzają się u specjalistów lub osób, które mają już doświadczenie w danej materii. Więc jeżeli dopiero zaczynasz występować publicznie, to ten wpis raczej ci się nie przyda (chyba, że jako ciekawostka). Natomiast jeżeli już występujesz lub systematycznie przemawiasz do większej ilości osób, to znajdziesz tu informacje, jak być bardziej naturalnym, szczerym i autentycznym. Przy okazji dasz się poznać jako ciekawsza osoba i będziesz mieć większy luz w trakcie wystąpień.

Odkąd zacząłem zajmować się improwizacją, moje wystąpienia publiczne wyszły na zupełnie nowy poziom. Pewnie nie jest to lepszy poziom techniczny, ale na pewno, bardziej spójny i naturalny dla mnie. Oczywiście same techniki improwizacji to jedno, dziesiątki wystąpień i nabieranie doświadczenia drugie (to zawsze idzie w parze). A te doświadczenia były naprawdę różne. Począwszy od małych grup szkoleniowych, do sporych audytoriów na różnych prelekcjach i wykładach. Od prowadzenia różnych wydarzeń komediowych, występów w grupie impro, przez szkolenia, konferansjerkę na eventach, wykłady i prezentacje. Oczywiście, taka ilość powoduje, że zdarzała się masa sytuacji, gdzie wręcz musiałem improwizować. Tak z głowy: nagle zepsuty wskaźnik do prezentacji (to chyba standard), szerszeń latający nad siedemdziesięcioma głowami profesorów (co raczej nie jest standardem), czy rusztowanie za oknem uczelni, gdzie robotnicy patrzą się chamsko w dekolty studentek, różne skacowane grupy na szkoleniach „biznesowych”, czy koleś strzelający z procy papierkami centralnie w moje czoło (auntentyk!), zbyt drętwa i poważna publika, zbyt rozrabiająca i przeszkadzająca publika, totalny skwar na sali, gdzie od potu ludzi jest mokra podłoga, a ty nie możesz zebrać myśli, sala na 90 miejsc, zapełniona tylko przez 8 osób i sporo więcej różnych niefortunnych wydarzeń, które mnie spotkały i musiałem sobie z nimi radzić. W wielkim skrócie – im większe zdobywałem doświadczanie, tym częściej musiałem zmieniać plan. Pomimo tego, że ta lista być może brzmi strasznie, to za wyjątkiem sytuacji z procą, wszystkie wspominam, raczej pozytywnie. Nic co by spowodowało, że moja praca nie została wykonana należycie.

Mówiąc krótko – nie raz faktycznie musiałem improwizować. I chociaż każda z tych sytuacji była inna i wymagała innej reakcji z mojej strony, to jest kilka reguł, którymi możesz się kierować, aby reagować skutecznie w różnych zaskakujących sytuacjach.

Zawsze tam gdzie możesz dobrze się przygotuj!

Może to brzmi słabo, że w tekście jak improwizować w trakcie wystąpień publicznych, pierwszy punkt, to odpowiednie przygotowanie. Ale nie był bym sobą, gdybym o tym nie wspomniał. Dzieje się tak z kilku ważnych powodów.

Osoby, które nie są dobrze przygotowane, bardziej się stresują. Poświęcają więcej swojej uwagi temu, aby przypomnieć sobie dany tekst, czy zastanawiają się co zaraz zrobią, gdy dostaną trudne pytanie. Gdyby byli przygotowani, tę samą uwagę mogliby skierować na zewnątrz, tak, aby móc szybciej zareagować, gdy coś faktycznie się wydarzy, lub by mieć lepszy kontakt z publicznością. Pewność swojej wiedzy i umiejętności przekłada się na większą swobodę i pewność siebie na scenie. I tutaj warto wspomnieć o tym, że ta pewność, dotyczy zarówno tego, co na pewno wiemy i potrafimy, jak i tego, jakich tematów nie zbadaliśmy w ogóle. Najprościej mówiąc, warto zdać sobie sprawę z tego, czego nie wiemy i mieć z tym luz, żeby się do tego przyznać o ile zajdzie taka potrzeba. To nic złego. No chyba, że mówisz na temat, o którym totalnie nie masz pojęcia – ale wtedy – tym bardziej, dobrze się przygotuj.

Nie ma tu drogi na skróty. Nie będziesz improwizować, gdy nie masz doświadczenia w danym temacie. Im więcej potrafisz, tym więcej rozwiązań znajdziesz w trakcie jakiegoś „kryzysu”. Jeżeli szukasz drogi na skróty, to idź na jakikolwiek masowy wykład motywacyjny, po czym po dwóch tygodniach jak już zdasz sobie sprawę z tego, że to nic nie daje, zabierz się do pracy, bo głównie wszystko się do tego sprowadza.

Poza tym, są kwestie i problemy w trakcie wystąpień publicznych, które zdarzają się dosyć często i możesz się przed nimi zabezpieczyć. Na przykład niedziałający pilot do prezentacji, wyczerpane baterie w mikrofonie, niedziałająca prezentacja. Osobiście, o ile to możliwe, zawsze staram się przed tym zabezpieczyć. Np. staram się zabierać mój komputer (a nie korzystać z komputerów organizatorów) i swój pilot. Przez to mam pewność, że prezentacja się nie wysypie, komputer nie zawiedzie, a pilot będzie działał. A nawet jeśli zdarzyłoby się inaczej, to zapisuję dodatkowo prezentację w różnych formatach (czytelnych dla keynote, power-point i pdf) na osobnym pendrivie, abym w razie, gdyby jednak coś się stało z prezentacją lub laptopem, mógł zareagować. Poza tym zawsze jestem trochę wcześniej, żeby zobaczyć salę, sprzęt i wyjść na scenę (jeżeli taka się znajduje), po prostu, żeby ją poznać. Może się to wydawać dziwne, ale daje mi to -15 punktów ewentualnego szoku jaki może wywołać sala. Przykładowo. Nie raz byłem w Krakowskim kinie Kijów w roli widza na różnych filmach, natomiast, gdy kiedyś miałem zrobić tam wystąpienie o improwizacji, wyjście na scenę i zobaczenie tysiąca wolnych miejsc z nowej perspektywy wywołało we mnie ciekawe zaskoczenie.

Oprócz przygotowania merytorycznego i technicznego, przygotuj swoje ciało i aparat mowy. Zrób rozgrzewki. To coś co wyciągnąłem z samych występów impro, gdzie przed wyjściem na scenę rozgrzewamy się fizycznie, aby mieć większą swobodę na scenie. Zaskakuje mnie to, że tak mało osób, które nawet wychodzą na scenę w pojedynkę (nie tylko w kontekście komedii, ale również zwykłego wykładu dla garstki osób), nie rozgrzewa się przed wyjściem. Nie ograniczaj się tylko aparatu mowy. Dobra rozgrzewka, to nie tylko gimnastyka buzi i języka, ale również rozciąganie i rozgrzewanie całego ciała. Znajdź ustronne miejsce (najczęściej jak nie ma backstage-u robię to w toaletach, a na scenie „wielki pan mówca” ;)), zrób kilka przysiadów, skłonów, głębokich wdechów. To samo w sobie da ci większy luz, rozluźni ciało i pozwoli się skupić bardziej na tu i teraz. Dosłownie rzecz ujmując będziesz mniej spięty – zarówno fizycznie jak i psychicznie.

Jak improwizować? 

Po pierwsze nieoczekiwane wydarzenia, to okazje…

No dobrze, jesteś już przygotowany, ale jak improwizować? Jeżeli pilot od prezentacji przestał nagle działać, to nie akceptując tego faktu, przerwiesz prezentację, bo przecież w takich warunkach nic nie zdziałasz. Ewentualnie jeszcze gorzej… będziesz na siłę chciał, żeby to zadziałało. Nigdy nie zapomnę jednego pana, któremu na pewnej prezentacji technicznej, co chwilę przerywał pilot. To znaczy, raz działał lepiej, raz gorzej, raz przełączał slajd od razu, a raz dopiero po kilkunastu sekundach. Nasz mówca zamiast coś z tym zrobić, przed każdym slajdem chwilę mocował się z pilotem, próbując nieudolnie zmienić kolejny slajd i przepraszając, że „coś pilot nie działa”. Cała prezentacja wyglądała słabo i chociaż sam temat był ciekawy, to momentami oglądanie całości było wręcz męczarnią. A wystarczyłoby, żeby podszedł do laptopa, który stał obok ekranu i zaczął przełączać slajdy strzałkami na klawiaturze komputera. Najwyraźniej był zbyt zestresowany i przywiązany do swojego „planu”, że nie zauważył tego oczywistego rozwiązania. A może myślał, że prezentację trzeba pokazywać za pomocą pilota, bo tak jest bardziej profesjonalnie. Niestety, nie jest bardziej profesjonalnie, bo cała treść i dynamika wystąpienia spadają. W tym przypadku, profesjonalizm polegałby na szybkiej reakcji na dany problem i zmianą własnego „planu”.

Cała zasada, abyś mógł z niej skorzystać, powinna zmienić delikatnie twoje nastawienie do różnych zaskakujących sytuacji. Zacznij je traktować jako okazje. Tak, dobrze słyszysz. Nie, nie odleciałem. Jestem dalej racjonalnym człowiekiem i nie proponuję ci odlotów do krainy marzeń i samooszukiwania.

Chodzi o zmianę twojego podejścia. Nastaw się na to, że każda zaskakująca sytuacja, to okazja, którą możesz wykorzystać. Oczywiście, jeżeli miałbym wybierać, czy chcę poprowadzić standardową prezentację z działającym pilotem, czy prezentację ze „świetną okazją” pt. Twój pilot jest zepsuty. To wybrałbym tę pierwszą. Przecież nie jestem głupi.

Jednocześnie, gdy już faktycznie coś się dzieje w trakcie, to traktując błędy, wpadki, czy inne zaskakujące sytuacje, jak okazje, będziesz mógł je szybciej zaakceptować i znaleźć w tym wszystkim coś, z czego możesz skorzystać. Szybciej na to zareagujesz i szybciej znajdziesz jakieś rozwiązanie, nawet jeżeli nie będzie to najlepsze rozwiązanie…

Tutaj dochodzimy do ważnej kwestii. To rozwiązanie nie musi być idealne. W końcu, gdy coś się nagle dzieje, to improwizujesz, a improwizacja rzadko kiedy jest idealna. Gdy na wydarzeniach komediowych, które czasem prowadzę, ktoś z publiczności rzuci do mnie jakimś tekstem, zwykle go akceptuję i próbuję jakoś sprytnie zripostować. Czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej. Często dopiero po fakcie się łapię, na tym, że: „łooo, przecież mogłem odpowiedzieć w ten i ten sposób, czemu o tym nie pomyślałem wcześniej…”. Trudno. Nie pomyślałem. Być może wyszło bez szału, ale kolejnym razem, będę wiedział co robić w takich sytuacjach. Gdybym nagle zaczął poszukiwać idealnego tekstu, genialnej riposty… To pewnie straciłbym tylko czas na poszukiwania i nic nie wymyślił.

Prowadziłem kiedyś dwugodzinną prezentację na Uniwersytecie Pedagogicznym. Co ważne był to wykład z improwizacji w wystąpieniach publicznych. I w pewnym momencie do sali przez otwarte okno wpada szerszeń, który zaczyna latać nad głowami uczestników. To dosyć wysoka stawka. Prowadzę wykład z improwizacji w wystąpieniach publicznych i sam muszę improwizować, a wszystko co powiem lub zrobię  za chwilę, zadecyduje o mojej autentyczności w oczach słuchaczy… i wiecie co zrobiłem?

Od razu napiszę, że nie było to szałowe, błyskotliwe, czy super inteligentne. Po prostu odniosłem się do tego w ten sposób, że zapytałem czy ktoś jest uczulony (bo tutaj ciekawostka ze świata zwierząt – szerszenie są niebezpieczne tylko dla osób uczulonych, dla zwykłej osoby, jad szerszenia jest niewiele groźniejszy niż jad osy, ale mit o zabójczych szerszeniach funkcjonuje w społeczeństwie), po czym powiedziałem, że „w takim przypadku towarzystwo szerszenia, sprawi i pomoże mi w tym, żebyście zrozumieli, co oznacza kierowanie własnej uwagi na zewnątrz” (o czym piszę w kolejnych punktach).  Zaakceptowałem szerszenia jako okazję, do zwrócenia uwagi na to, o czym mówiłem w samej prezentacji. Czy to było najlepsze wyjście? Pewnie nie. Pewnie, dałoby się zrobić coś lepiej, inaczej, bardziej… Nie mam pojęcia. Całe szczęście po 4-5 minutach szerszeń  sam wyleciał z sali. A mi w sercu ulżyło. W moim przekonaniu, nie zachowałem się idealnie i nie mam pojęcia, co bym zrobił gdyby ten szerszeń nie wyleciał z sali lub nie daj boże kogoś faktycznie użądlił. Natomiast wiem, że coś bym zrobił, bo bym musiał coś zrobić. I taka świadomość w trakcie wystąpień publicznych w zupełności mi wystarcza.

Może to brzmieć dziwnie… „traktować szerszenia jako okazję?” Gdy improwizujesz, twoje działania nie muszą być idealne, ale ważne, że jak coś się dzieje, to mieć świadomość, że możesz to zaakceptować i nadać temu jakiś kierunek. Czy jeżeli chodzi o niedziałający pilot, szerszenia w sali czy fakt, że ktoś z publiczności ci w jakiś sposób przeszkadza. Usilne trzymanie się własnego planu nie zawsze jest najlepszym wyjściem. Wytworzenie nawyku akceptowania i odnoszenia się do rzeczy, które się dzieją, dają paradoksalnie większe poczucie mocy sprawczej i co za tym idzie większe pole do działania, gdy coś faktycznie wymknie się spod kontroli.

A właśnie, a propos improwizacji i publiczności…

Zwracaj większą uwagę na publiczność 

O ile nie jesteś na konkursie recytatorskim lub nie wystawiasz monologu teatralnego, to zwracaj dużą uwagę na publiczność i skup się na nich. Jeżeli chcesz lepiej improwizować, to rób to zawsze.

Przede wszystkim, zamiast skupiać się na tym co masz zaraz powiedzieć, zrobić, czy kiedy zmienić kolejny slajd… Przenieś swoją uwagę i skieruj ją w stronę publiczności. Pamiętaj, że to nie oni są tu dla ciebie, tylko ty, dla nich. Zamiast próbować wypaść dobrze, skup się na tym, aby być zrozumiałym.

 Nie raz obserwowałem „profesjonalne” wystąpienia, gdzie prelegent był tak skupiony na sobie i tym co mówił, że całkowicie zapominał o publiczności. Na sali zaduch, znużenie, a na twarzach ludzi wypisane „Jak zaraz nie będzie przerwy, zaczniemy rzucać kamieniami”. Co z tego, że skupiasz się na sobie i tym, aby dobrze wypaść, czy zdążyć powiedzieć wszystko, jeżeli publiczność nie chce cię słuchać, bo mają inne potrzeby? To w ogóle jest profesjonalne?

Również innym ciekawym przykładem, zwłaszcza w kontekście komedii scenicznej jest sytuacja, gdy stand-uperzy wychodzą na środek i zaczynają mówić swoje teksty. Przy czym na takich wydarzeniach, zawsze zdarzy się jakiś heckler (termin określający osobę dogadującą występującemu), rozbite szkło, czy inne dziwne sytuacje. Jeżeli stand-uper nie zwraca na to uwagi, tylko dalej leci ze swoim tekstem, nie odnosząc się do sytuacji. To w pewnym momencie można zauważyć, jak publiczność, coraz bardziej się odcina od niego. Zaczynają rozmawiać, bardziej dogadywać, robić więcej szumu. Cóż, on odciął się od nich szybciej bo nie zwracał na nic, oprócz siebie, uwagi.*

*Ten aspekt opisuję pod koniec tekstu z perspektywy statusowej

Nie bój się podjąć dialogu, zadać im pytania, zaangażować ich do działania (np. do podniesienia ręki, jeżeli z czymś się zgadzają) lub choćby dopasowania formy wypowiedzi do grupy docelowej. Inaczej mówi się do nastolatków z gimnazjum w Pszczynie, a inaczej do programistów, którzy najbardziej martwią się błędem w kompilacji kodów źródłowych. Wiem, że ktoś może potraktować to jakbym pisał o oczywistościach, ale z tego co obserwuję, wiele osób, niezależnie od grupy, po prostu skupia się na tym, co robić i mówić, aby wypaść dobrze i zrobić swoje, a nie na skutecznym przekazie i słuchaczach.

Nie bądź idealny, bądź człowiekiem

Często osoby które występują publicznie, chcą wypaść idealnie i nieskazitelnie. W delikatnym stadium objawia się to jako chęć bycia lepszym z wystąpienia na wystąpienie – co oczywiście jest dobrym rozwiązaniem. Jednocześnie w bardziej krytycznych sytuacjach, może się to objawiać, jako usilne ukrywanie swoich błędów, przywar i niedoskonałości. I jeżeli taka osoba, zauważy zaraz przed wystąpieniem np. plamę na koszuli, to pozamiatane. Będzie zwracać uwagę na plamę i na to, żeby to ukryć, niż na faktycznym przekazie. Może zamiast tego, lepiej pokazać tę plamę (zaakceptować) i uzasadnić ją. „Tak się do Państwa śpieszyłem, że się oblałem…” i tyle. Masz spokój. Już nie musisz jej ukrywać, i myśleć o tym, bo właśnie to wszyscy zauważyli. Wiesz kogo będzie to obchodzić? Prawdopodobnie tylko ciebie.

Skupienie na sobie, często jest wynikiem, chęci, aby dobrze wypaść. Żeby występ był perfekcyjny i bezbłędny. Z jednej strony jest to zacne, że ktoś chce dobrze wypaść, z drugiej jest to niezła pułapka w którą można się wpakować.

Jeszcze gorzej gdy się stresujesz i starasz się to ukryć. Co ciekawe np. starając się ukryć swój stres, zachowujemy się jeszcze bardziej mechanicznie i sztucznie. W wielu przypadkach dochodzi do sytuacji, gdzie jeszcze bardziej się nakręcamy i poświęcamy swoje zasoby, aby to ukryć, zamiast skupiać się na tym co się aktualnie dzieje na zewnątrz twojej głowy.

Jeżeli wzbudzasz sympatię publiczności i zarazem pokazujesz olbrzymie zdenerwowanie, np. Zaczynasz się jąkać, robić nerwowe ruchy, mówić załamanym głosem, to gwarantuje Ci, że jak powiesz zdanie: „nie wiem czy to widać, ale trochę się denerwuję”, to otrzymasz gromki śmiech publiczności. I nie będzie to śmiech szyderczy. Będzie to śmiech wywołany tak zwanym, upuszczeniem napięcia, który jest wynikiem sympatii, a nie szydery. Publiczność też się denerwuje, czuje napięcie, odczuwa różne emocje związane z tym, czy coś ci się uda, czy nie.

Dlatego bycie ideałem to słaba strategia na tu i teraz. Bycie coraz lepszym i unikanie błędów, to świetny długoterminowy sposób, na doskonalenie się. Ale „tu i teraz”, w trakcie wystąpienia, nie będziesz lepszy niż aktualnie jesteś. Nagle wiedza nie spadnie ci z nieba niczym manna. Więc nie musisz udawać lepszego niż aktualnie jesteś. To właśnie udawanie i staranie się bycia lepszymi niż jesteśmy w rzeczywistości, sprawia, że zamiast skutecznie działać, poświęcamy nasze myśli i zasoby poznawcze, na coś co się po prostu nie sprawdza… i wypadamy przez to sztucznie.

Zwykle ludzie chcą wypaść jak najlepiej i nie ma się co dziwić. Ale nie zawsze lepiej oznacza lepiej, bo to może tworzyć w twojej głowie barierę, którą ciężko będzie przebić.

Poza tym, bycie idealnym tu i teraz, to niezła strategia… o ile chcesz być robotem. A nikt nie lubi przebywać z robotami (za jakieś 30 lat gdy sex roboty będą standardem, będę musiał wycofać się z tych słów). Najprościej mówiąc, pokaż, że jesteś człowiekiem i też popełniasz błędy, stresujesz się lub mylisz. Daj sobie prawo do słabej metafory, do tego, żeby nie ukrywać jakiś przyruchów rękami, do tego, że mogłeś się poplamić, przejęzyczyłeś się lub wypadłeś z rytmu. Jeżeli to zaakceptujesz, to paradoksalnie wypadniesz bardziej naturalnie.

Ciekawym przykładem są tu osoby z organizacji Toastmasters. Piszę o tym, bo Toastmastersi, bardzo dokładnie przygotowują się do swoich przemówień i szczegółowo ćwiczą dane elementy wystąpień tj. głos, gestykulacja itd. Co jest świetne jak zaczynasz przemawiać publicznie, bo masz porządną dawkę wiedzy i umiejętności. Wszystko od A do Z. To naprawdę świetna organizacja, jeżeli chcesz się nauczyć przemawiać publicznie. Jednocześnie, wielu toastmasterów (których znam, widziałem na prezentacjach, lub przychodzili do mnie na szkolenia z improwizacji), robi to sztucznie.

I to nie jest żaden zarzut z mojej strony. To po prostu naturalna kolej rzeczy, jeżeli uczysz się jakiejś umiejętności. Każdy kiedyś „sztywno i mechanicznie” prowadził samochód. Naturalność i płynność przychodzą wraz z czasem i doświadczeniem. Jednocześnie, mam wrażenie, że ta sztuczność objawia z kilku powodów. Po pierwsze tak jak wspomniałem, to początek drogi i nauka nowych umiejętności. Co zawsze wprowadza pewną mechaniczność. Obejrzyj początkujących graczy tenisa, a później porównaj ich z zawodowcami, wtedy będziesz wiedzieć o czym piszę. Po prostu na początku nauki wiele osób poświęca czas na świadome analizowanie tego co robi. Nie mają jeszcze wyrobionych odruchów.

Po drugie, co nie jest już takie oczywiste. To właśnie chęć bycia idealnym. Mowa, może być czysta jak łza, bez żadnego zająknięcia, bez zbędnego ruchu… ale gdzie w tym wszystkim widzimy jakąś prawdę o mówcy? Gdzie miejsce na jakąkolwiek sympatię, jeżeli widzimy tylko maski? Wszystkie te gesty, gdzie ludzie robią z rąk piramidki i inne srytki, tytki, ukrywają naturalność osobiście mnie odrzucają. I jasne, możesz wdrożyć je do swojej palety zachowań, gdzie po pewnym czasie będą częścią ciebie, ale może jest prostsza droga. Może naturalnie za bardzo gestykulujesz, albo mówisz w dziwny sposób jakąś literę. A może masz nawyk powtarzania po każdym zdaniu słowa „tak”, albo słowa „widzisz brachu”. Może jesteś w stanie to wykorzystać na swoją korzyść?

Kiedyś jak jeszcze pracowałem jako trener na etacie w pewnej firmie, mój przełożony (też trener i rewelacyjny człowiek), powiedział mi, że jak występuję przed ludźmi, za bardzo ruszam rękami, że to strasznie dziwnie wygląda. Serio, dziwnie, to mało powiedziane, wymachiwałem rękami bez ładu i składu, jakbym był jebnięty :D  Kilka lat później, gdy piszę ten tekst, dalej często wymachuję rękami. Co prawda w zupełnie inny sposób, ale zostawiłem to zachowanie u siebie i zrobiłem to świadomie. Na początku chciałem się tego pozbyć, ale to mnie strasznie ograniczało. Czułem się w tym sztucznie. Dlatego po pewnym czasie stwierdziłem, że zamiast się tego pozbywać, wykorzystam to. Trochę doszlifowałem te ruchy i obecnie używam ich do tego, żeby bardziej rysować w przestrzeni i obrazować to co mówię. Ale nadal jacyś „profesjonalni” mówcy, powiedzieli by pewnie, że są zbyt przerysowane i niezgodne z jakimiś tam standardami… i wiesz co? Mam z tym luz, bo to jest część mnie. Chociaż jestem świadomy, że różne standardy zachowań są po to, aby usprawniać pracę lub dawać lepszy przekaz, to z drugiej strony, (to tylko moje zdanie) nie można się w nich bezwzględnie zatracić. Bo bezwzględne stosowanie do nich, stworzy kolejnego robota, który robi wszystko tak jak należy.

Daj sobie prawo do błędów i leć dalej…

Wracając do samych błędów. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie miałem bezbłędnego wystąpienia publicznego. Bezbłędnego w takim sensie, że nawet się nie przejęzyczyłem. Takiego wystąpienia, gdzie wszystko powiedziałem i zrobiłem zgodnie z planem. Jednocześnie, na zewnątrz, pewnie byście nie zauważyli, że coś u mnie nie poszło zgodnie z planem. Dlaczego? Bo większość popełnionych błędów można wykorzystać na twoją korzyść.

Jak co chwilę przepraszasz, za to, że o czymś zapomniałeś wspomnieć, że coś miało być inaczej, że może zaczniesz jeszcze raz, bo coś się nie udało i nie poszło zgodnie z planem, to rozwalasz całe swoje wystąpienie. Najlepszym przykładem jest tu brytyjska para magików Pen & Teller o której Artur Król wspomina w naszej książce „Praktyczna Improwizacja…”. A mianowicie:

Penn Jillette, połówka słynnego duetu magicznego Penn & Teller opowiadał kiedyś, jak na scenie nie wyszła mu sztuczka z połykaniem i wypluwaniem żywej rybki. Rybka tak się rzucała, że po prostu zwymiotował na scenie. Penn prowadził dalej przedstawienie jak gdyby nigdy nic, a publiczność… uznała, że to po prostu element sztuczki. A skoro jemu gładko przeszło coś takiego…”

No właśnie. Jeżeli jemu poszło gładko, to może mniejsze wpadki też można wykorzystać. I nie mam tu na myśli usilnego ukrywania tych wpadek. Ale zrobienia z tymi błędami czegoś, na czym możesz skorzystać. Żaden normalny improwizator w momencie, gdy jego gra lub występ nie idzie zgodnie z planem, nie zaczyna jej od nowa. To byłoby piekło dla publiczności. Jeżeli popełniłeś błąd, to trudno. Shit happens, następnym razem o ile to możliwe, zabezpieczysz się przed nim, postąpisz inaczej, lub po prostu będziesz mądrzejszy o nowe doświadczenie, ale tu i teraz, najważniejsza jest publiczność i to, aby skorzystali na twoim występie, a nie przyjmowali listy z przeprosinami za każdą najdrobniejszą rzecz, której normalnie nawet by nie dostrzegli.

Jak popełnisz błąd nie rozwodź się nad nim i nie poświęcaj mu zbyt wiele czasu, po prostu, szybko go zaakceptuj i o ile masz taką możliwość, wykorzystaj go i leć dalej… 

Zmień swój status – graj dynamicznie

Scena i wystąpienia publiczne niosą za sobą ciekawą perspektywę, na której wywracają się nie tylko początkujący mówcy, ale również ci bardziej doświadczeni. Chodzi o zachowania statusowe. Otóż, gdy wychodzisz na scenę, zawsze masz wyższy status (z kontekstu sytuacji) niż słuchacze. W końcu to oni przyszli posłuchać tego co masz do powiedzenia. Jeden podstawowy błąd, który popełniają mówcy – zwłaszcza, ci co świetnie się przygotowują do swoich mów, robią z rąk różne piramidki, srytki i inne „poważne rzeczy” wymagane przy „poważnych tematach” w ich „poważnych życiach” i poważnych „korporacjach” (na pewno w swoim życiu widzieliście taki obrazek), to nadmierna gra wysokim statusem, która zrujnuje twój kontakt z publicznością.

Jeżeli usilnie starasz się podnieść swój status i pokazać, że jesteś nieskazitelnym „poważnym” ekspertem, może to doprowadzić wygnania na relacyjną banicję. Np. Ciekawe zjawisko można zaobserwować w stand-upie, czyli sztuce komedii w której występujący, ma rozśmieszyć publiczność, poprzez dzielenie się własnymi spostrzeżeniami na temat życia, czy czegokolwiek innego. Obserwując masę stand-upów, z perspektywy zachowań statusowych, można zaobserwować dwie ciekawe pułapki statusowe, które również objawiają się w poza komediowych wystąpieniach, ale w stand-upie widać je jak na dłoni.

Pierwsza z nich, to gra zbyt wysokim statusem. Czyli ktoś leci ze swoim tematem, patrzy na publiczność, ale zarazem nie zwraca na nich uwagi. Np. Jak rozbije się kufel z piwem, to w ogóle się do tego nie odnoszą. Cokolwiek się nie dzieje na sali, nie zmieniają swojej pozy i lecą z recytowanym tekstem dalej. Po chwili publiczność się odcina i przestaje takiego gagatka słuchać.

Druga pułapka, to gra zbyt niskim statusem, przepraszanie za wszystko co się dzieje, patrzenie w podłogę, bawienie się kablem od mikrofonu i owijanie go sobie wokół rąk i nóg, jak ktoś przeszkadza, to nie odnoszenie się w żaden sposób do tego, usprawiedliwianie się i przepraszanie za to, że żyjesz… Wtedy zwykle zaczynają uaktywniać się heklerzy, dogadywania z publiczności i samowolka…

*Trzeba tu wyjaśnić, że te dwie pułapki statusowe, odpowiednio przerysowane same w sobie mogą być niesamowitą formą komediową. Wystarczy popatrzeć na Andrzeja Poniedzielskiego lub Konrada Kaliszkę z Comedy Lab.

Najlepiej grać dynamicznie. Dynamicznie ze świadomością paradoksów statusowych, np. Tego, że jak masz wysoki status z kontekstu i obniżasz go specjalnie, np. Przyznając się do jakiejś porażki, która ostatnio cię spotkała, to jeszcze bardziej go podnosisz, wywołując reakcje „wow, ten to potrafi przyznać się do błędu, fajny gość”. Możecie poczytać o tym tutaj lub tutaj

Stań stabilnie na dwóch nogach… 

Wczoraj, mój kolega, który przemawia publicznie już od kilku lat, podzielił się ze mną świetną metaforą. A mianowicie, że w trakcie wystąpień publicznych, musisz stać na dwóch nogach. Jedna noga to wyćwiczone umiejętności i zasoby, to praca nad mową, dobre przygotowanie i zaplanowanie. Druga noga, to umiejętność improwizacji i zwracania uwagi na to co się aktualnie dzieje. Jeżeli masz tylko jedną z tych umiejętności, to niestety, nie staniesz stabilnie na wysokości zadania. One muszą iść w parze.

Dlatego, jeżeli jesteś zawsze dobrze przygotowanym mówcą, ćwicz dodatkowo improwizację. Jeżeli doskonale improwizujesz, to ćwicz odpowiednie przygotowanie. Tylko dzięki temu twoje przemówienie publiczne będzie dobre merytorycznie, naturalne i po prostu ciekawe.

PS. Jeżeli zajmujesz się przemówieniami publicznymi to mam dwie ciekawe okazje:

Pierwsza, dla tych co przemawiają publicznie i chcą to robić bardziej naturalnie, czyli Techniki Improwizacji w trakcie przemówień publicznych, 4-5 grudnia w Krakowie

Druga, dla tych co przykładają uwagę do budowania ciekawych treści i samych konstrukcji różnych historii, czyli nowe warsztaty Impro & Storytelling (7 spotkań w Krakowie od 19 stycznia 2016).

Jako, że wspominam o Toastmasters w tekście, to jeżeli należysz do tej organizacji, otrzymasz -50 zł zniżki od aktualnej ceny szkolenia ;)

PS2. Dobra, nie mogłem się powstrzymać. W czasie gdy kumpel opowiadał mi tę metaforę z nogami, weszliśmy w nią na całość, rozwijając ją w różnych absurdalnych kierunkach, tak dla zabawy… Mateusz, znalazłem dzisiaj ciekawe rozwinięcie.

Jeżeli masz tylko jedną nogę, to szybko obnażysz swoją niekompetencję, bo gacie nie będą miały się na czym utrzymać ;)

Please like & share: