5225613954_94348b4b03_o

Dzisiaj błyskawiczny wpis. Jest taka bardzo mała rzecz, którą robię w trakcie wystąpień publicznych, a która pozwala mi się pozbyć tremy w momencie wyjścia na scenę. Jest to jedna z tak prostych rzeczy, która może wydawać się wręcz śmieszna, a jednak u mnie przekłada się na olbrzymie efekty.

Niezależnie od tego kto siedzi wśród słuchaczy. Czy to jest występ grupy impro, czy może przemówienie przed większym audytorium. Niezależnie czy jestem stremowany bardziej czy mniej. Stosuję ją dosłownie zawsze i wszędzie. Co więc robię?

Pierwsze zdanie zawsze mówię głośniej, niż normalnie. 

Tak, tylko tyle, albo, aż tyle! Wręcz mówię je tak głośno, że na wydarzeniach komediowych można to odebrać jako wydzieranie się (w trakcie „standardowych” prezentacji nie jest to tak przesadzone, ale też wyraźnie słychać różnicę). Gdy mam lekką tremę, zaraz przed wyjściem na scenę, skupiam się tylko na powitaniu. Nie zastanawiam się co powiem później, jak zareagują na mnie inni, co zrobię dalej itp. Skupiam się tylko na tym, aby pierwsze zdanie było powiedziane pozytywnie i z dużą energią. Później mówię już normalnie, robię to tylko na samym początku, w momencie gdy zaczynam. Wypowiadam głośno pierwsze zdanie i gdy słyszę swój donośny oraz pewny siebie głos, trema mija, a ja mam w sobie spokój i mogę swobodnie mówić dalej.

Mała rzecz, a daje wielki rezultat.

Jeżeli chcesz nauczyć się wielu drobnych trików i sposobów, jak improwizować w trakcie wystąpień publicznych, być bardziej naturalnym i mieć większy luz w trakcie przemówień, to zapraszam 5-6 grudnia do Krakowa na szkolenie:
Techniki Improwizacji w Wystąpieniach Publicznych.

Please like & share: