bungee

Bardzo często zgłaszają się do mnie ludzie, którzy chcą być bardziej spontaniczni na co dzień. Jakież jest ich zdziwienie, gdy na przykład w trakcie szkolenia, tłumaczę, że spontaniczność, nie jest najlepszym sposobem na życie (zresztą nie znam takiego sposobu – świat ma zbyt wiele zmiennych, żeby znaleźć w nim złoty środek na wszystko). No dobrze, ale przecież uczę spontaniczności – na szkoleniach ze spontaniczności, również jestem spontaniczny (IMO kto uczy spontaniczności ten MUSI być spontaniczny), to moja praca. Jednak, nie oznacza to, że przez cały czas w każdym aspekcie mojego życia jestem spontaniczny. Wiem, że słowo spontaniczność, wiąże się z pewnym kolorowym obrazkiem, wyluzowanej i naturalnej osoby, która zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia. Ale bardziej wyblakła prawda jest taka, że wiele rzeczy często lepiej zaplanować, przemyśleć lub przygotować się do nich, bo spontaniczność, to podejmowanie pewnego poziomu ryzyka.

Minusy bycia sponaincznym potrafią często przewyższać plusy…

Spontaniczny oznacza, nieprzemyślany sposób reakcji. Jak coś jest nieprzemyślane, to nie korygujemy tego, czy coś jest właściwe, czy niewłaściwe – bo nie ma tam czasu na ocenę. Zachowanie spontaniczne bardziej przypomina słowa Brada Sherwooda dotyczące improwizacji, a mianowicie, że impro „To wyskoczenie z samolotu i dzierganie spadochronu w drodze na dół”. No i właśnie, w improwizacji scenicznej, gdy zachowujesz się spontanicznie, zawsze spadniesz poduszkę, bo ryzyko jest śmiesznie małe – najwyżej komuś się nie spodoba pokaz. Natomiast w rzeczywistym świecie, są konteksty, gdzie nie warto, bo możesz się po prostu rozpłaszczyć o ziemię.

Dlatego warto wybrać podłoże na którym chcemy być bardziej spontaniczni. Czyli grunt na którym nasze zachowania, nie będę powodowały większego ryzyka, bo zderzenie z rzeczywistością może być czasem bolesne.

Moje podejście w tym temacie, chociaż może to być marketingowy strzał w stopę, jest dosyć proste. Jeżeli chcesz być bardziej spontaniczną osobą, to najpierw wybierz konteksty w których, tę spontaniczność chcesz bardziej okazywać. Można tu dokonać pewnego iluzorycznego podziału.

Spontaniczność w kontekstach, w których nie ponosisz dużego ryzyka. Np. w komunikacji z bliskimi, w związkach, w spotkaniach z przyjaciółmi, poznając nowych ludzi na imprezie, spotykając dawno niewidzianą osobę, wybierając się do restauracji, podejmując decyzję o wakacjach lub kupując pomidorki od pani ze stoiska. Czyli we wszystkich kontekstach, gdzie ryzyko, że bez zastanowienia, powiesz lub zrobisz coś, co może ci potencjalnie zaszkodzić, jest znikome.

Po drugie, tam gdzie masz spore doświadczenie i zasoby. Tak jak wspominałem, podział jest iluzoryczny, bo tam, gdzie masz spore zasoby, również często ryzyko nie jest duże… ale jednak zawsze może czekać cię jakaś nieoczekiwana wpadka. Sporą część temu zagadnieniu poświęciłem we wpisie dotyczącym improwizacji w wystąpieniach publicznych.

Zaplanuj spontaniczność

„Zaplanuj spontaniczność” brzmi jak oksymoron, ale nie do końca nim jest. Chodzi o to, abyś nie robił sobie w głowie wielkiego obrazu pt. „Od teraz będą spontaniczny w każdym aspekcie mojego życia”. Ten obraz pewnie szybko się rozleci pod napływem większego stresu, wielu niespójności, które zaczniesz dostrzegać w swoich zachowaniach i nowych problemów związanych z podejmowanym ryzykiem. Koniec końców pewnie zrezygnujesz i wrócisz do starych zachowań.  Zwykle ludzie chcą być bardziej spontaniczni w konkretnych sytuacjach, tylko nie zdają sobie z tego sprawy. I takich przypadkach warto postępować małymi krokami. Wybrać odpowiedni kontekst w twoim życiu, od którego możesz zacząć. Taki kontekst w którym możesz wrzucić na luz, bo nawet jeżeli zrobisz coś „głupiego”, to i tak, nie będą się wiązać z tym żadne większe konsekwencje. Najwyżej ktoś stwierdzi „ale dziwny kolo”, ale w tej dziwności przynajmniej będziesz sobą.

Please like & share: