Bądź prawdziwy, podejmuj ryzyko, bazuj na własnych uczuciach, zaakceptuj strach, bądź sobą… to jest śmieszne w komedii. Te i inne hasła powie ci każdy bardziej ogarnięty komik lub improwizator. Wczoraj, po jednym z występów, zrozumiałem to wszystko w nowy sposób. Doświadczyłem prawdy w komedii. Nagiej prawdy.

W trakcie impro w Second City w Toronto. Godzina występu za mną. Zaczął się nowy bit. W tle leci dynamiczna muzyka. Trzy kobiety wychodzą na front sceny, kręcąc ciałami w rytm muzyki. W tle jest oczekiwanie, że scena zaczyna się niczym striptiz. Ale to pokaz impro, wiadomo, że się nie rozbiorą naprawdę…

Nagle wszystkie trzy, ściągają buty i rzucają nimi za siebie. Muzyka leci dalej. One na pewno nie pójdą dalej… to impro. Poza tym, raczej ich ciała nie wyglądają jak ciała modelek z okładek popularnych magazynów. Musiały by mieć niesamowite jaja i masę odwagi by to zrobić. Jedna zaczyna podwijać sukienkę do góry… coooooooo? Ściąga ją lekko niezdarnie przez głowę. Odsłaniając podniesione za pępek rajstopy, trochę źle dopasowany stanik i wypukły brzuch. Dwie pozostałe robią to samo. Nagle wszystkie trzy stoją w samych stanikach, rajtkach i majtkach.

Muzyka zostaje przerwana. Nastaje chwila ciszy.W tej ciszy, stoją przed publicznością, całe odsłonięte. Bez żadnej tarczy zbudowanej z ubrań, które jeszcze przed chwilą miały na sobie. Jedna z nich mówi po angielsku:

„No cóż, nie wiem czego się spodziewaliście, ale tak właśnie wyglądają nasze ciała” – publiczność wybucha śmiechem powodowanym zaskoczeniem i uwolnieniem powstałego wcześniej napięcia. To pierwsza prawdziwa, rzecz która padła w tym bicie.

Siadają na scenie, na ziemi. Ale nie odchylając się do tyłu, żeby ich brzuchy lepiej wyglądały. Siadają w zwykły sposób,  co sprawia, że ich fałdki na brzuchach zaczynają się zwijać i uwypuklać. Nie starają się wyglądać lepiej niż wyglądają. Po prostu siedzą, tak jak może siedzieć ktoś bez koszulki na ogrodzie w upalny dzień z rodziną.

Tu zaczyna meritum całego bitu.

Każda po kolei mówi jakąś rzecz o swoim ciele. Mówią całkowicie szczerze – zresztą nie mogą nic ukryć przed publicznością, bo prawdę widać jak na dłoni. Mówią o rozstępach, owłosieniu, niedoskonałościach, tym co lubią w swoich ciałach i tym czego nie lubią. Często o naprawdę intymnych sprawach. Pewnie większość ludzi w prawdziwym życiu, wstydziłaby się powiedzieć o tych sprawach swojemu partnerowi lub partnerce. Po każdym secie, publiczność się śmieje. Tym razem jest to śmiech z sympatii, powodowany prawdą.

To chyba najbardziej naoczna definicja prawdy w komedii, jaką zobaczyłem w swoim życiu. Ta scena mówi wszystko. Akceptujesz swoje niedoskonałości, wady i zalety. Obojętne czy chodzi o twoje zachowania, myśli, poglądy, czy wygląd. Ale akceptacja to tylko początek. Bo za akceptacją powinna iść odwaga. Odwaga do pokonania własnych obaw, podjęcia ryzyka i pokazania tej prawdy na zewnątrz.

Please like & share: