5525858309_85105cc2ed_oJakieś trzy tygodnie temu miałem przyjemność uczestniczyć w warsztatach z Noah Lewinem, który występuje w dwóch grupach impro – jednej w Barcelonie (Barcelona Improv Group B.I.G), drugiej w Chicago. Warsztat był naprawdę w porządku, chociaż trochę za krótki (zawsze są za krótkie ;)), ale nie tym chciałem się podzielić… Otóż w przerwie obiadowej Noah podzielił się z nami (uczestnikami), tym co zrobiła jego grupa w trakcie jednego w występów. To co opowiedział rozwaliło mi mózg.

To, o czym nam opowiedział, to jeden z najwspanialszych zabiegów scenicznych, jakie mogę sobie wyobrazić będąc w grupie impro. To rzecz, która może być tylko wykonana przez bardo doświadczonych improwizatorów, ponieważ jest piekielnie trudna do zrobienia. To zabieg, który w ogóle nie zachwyci publiczności, ale u mnie wzbudza głęboki podziw. W końcu to coś tak niezwykłego (choć w teorii oczywistego), że nie wyobrażam sobie, że w najbliższym czasie, sam coś takiego zobaczę na oczy.

Otóż, dając występ w Barcelonie, gdzie mieli pokazać długą formę impro, do pierwszej sceny otwierającej wyszły dwie osoby. Pozostałe (z tego co pamiętam 4, ale mogę się mylić) cztery osoby, stały z boku i w ciągłej gotowości czekały na odpowiedni moment, aby edytować scenę i kontynuować historię. Scena otwierająca się rozpoczęła i trwała. Trwała, trwała, trwała, trwała, trwała. Improwizatorzy z boku, czekali, czekali, czekali, czekali i czekali. I co się wydarzyło?

NIC. Absolutnie nic. Nikt nie wyszedł edytować sceny otwierającej.

Po prostu scena otwierająca była tak doskonała, a improwizatorzy swoimi postaciami stworzyli tak fantastyczne relacje, że nikt im tego nie chciał przerywać, ani niczego dokładać, ani zmieniać. Po prostu nie było takiej potrzeby. Przez co okazało się, że dwie osoby stworzyły całą długą formę, która trwała kilkadziesiąt minut. A improwizatorzy, którzy czekali w gotowości, w ogóle nie wyszli do żadnej sceny.

Myślisz, że to jest mocne? Poczekaj na kolejne zdanie…

Okazuje się, że Noah ze swoją grupą, dają tylko jeden występ w miesiącu!

Żeby wszystko było jasne. Nie zachwycam się tym, że dwie osoby zrobiły długą formę. Oczywiście wymaga to umiejętności, ale  dwójkowe impro, nie jest niczym, co nie było by w zasięgu każdego improwizatora. Mój zachwyt wzbudza, to, że pomimo tego, że mają jeden występ w miesiącu, do którego ćwiczą na treningach, przyjeżdżają na występ, specjalnie się przed nim rozgrzewają itd. Improwizatorzy potrafili schować swoje ego, odłożyć tę cząstkę narcyzmu, który każdy kto robi coś na scenie posiada, na bok, bo scena scena była tak dobra, że cokolwiek by dołożyli tylko by to zburzyło.

Wyobraź sobie siebie w takiej sytuacji. Na występ przychodzą twoi znajomi, którzy chcą cię zobaczyć. Show się rozpoczyna, a ty tylko stoisz z boku i obserwujesz scenę. Kolejną szansę „aby się pokazać” masz dopiero za miesiąc. Publiczność i twoi znajomi mogą myśleć, że stoisz zboku, bo masz tremę lub boisz się wyjść na środek. W czasie, gdy tylko ty i twoja grupa wiecie, że nie robicie tego z wewnętrznego wycofania przed wyjściem na scenę, lecz z szacunku dla budowanej historii.

Dla mnie to jest najpiękniejsza sceniczna umiejętność i to ona w dużej mierze definiuje, czym jest wspólne improwizowanie na scenie. Zaawansowany powrót do podstaw.

PS. Przeczytaj również relację z Podaj Wiosło 2015 – tam też poruszam temat wychodzenia na pierwszy plan i ustępowania przestrzeni innym… Relacja tutaj: http://improlife.pl/podaj-wioslo-2015-relacja-z-festiwalu-impro/

Please like & share: