Bardzo częstym zjawiskiem w improwizacji jest brak pomysłu z czym wyjść do scenki. Od czego ją zacząć, co zrobić na początku? Przecież jest tyle możliwości! Największym błędem jaki możesz popełnić jest wychodzenie do scenki z założeniem, że musi być świetna/oryginalna/śmieszna/ciekawa itp. Jeżeli zakładasz powyższe, to zaczniesz myśleć, a myślenie w impro, to złooooooo.

Najprawdopodobniej staną się dwie rzeczy.

Po pierwsze możesz zacząć odrzucać w głowie kolejne pomysły, przez co nawet jeżeli już wpadniesz na jakiś pomysł, możesz nie być go pewnym i zaangażowanym w proces.

Po drugie jeżeli już zdarzy się sytuacja, że wpadniesz na jakiś naprawdę świetny pomysł, to w trakcie scenki możesz automatycznie częściej blokować swojego partnera, po to, by przebić swoją „rewelacyjną” kwestię lub koncepcję.

Zacznij od przeciętności!

Co więc można zrobić? Jak błyskawicznie i skutecznie zacząć? Zacznij od przeciętności. Weź pierwszą lepszą rutynową czynność, która przychodzi ci do głowy lub która wynika z ofert publiczności i zacznij ją wykonywać. Co może być rutynową czynnością? Wszelkie codzienne zwykłe rzeczy, które każdy musi wykonywać. Wyjście z psem na spacer, sprzątanie, karmienie rybek, podlewanie kwiatów, pisanie na komputerze, wiązanie butów, ściąganie kurtki, oglądanie rodzinnego albumu, jedzenie obiadu… mam dalej wymieniać? Nada się każda zwykła czynność, która przychodzi ci do głowy. To nie musi być rewelacyjne, wręcz nie powinno takie być.

Przerwij rutynę.

No dobrze, zaczynasz to robić, scenka trwa i co dalej, przecież nie będę przez pięć minut wiązał buta? (Ależ możesz wiązać tego buta nawet 10 minut! IMO to wspaniały pomysł na genialną historię – serio!, ale zakładamy, że jesteś zwolennikiem akcji więc…) Wystarczy, że w trakcie wykonywania tej rutynowej czynności, skupisz się w pewnym momencie na przerwaniu rutyny. Zmień jej bieg. Przecież każda rutynowa i nudna czynność może być przerwana, może się nie udać lub może zmienić się jej kontekst lub możesz wykonać ją najlepiej na świecie (być złotym medalistą w wiązaniu butów), możesz też znaleźć w tej czynności coś dziwnego, coś zaskakującego, coś absurdalnego, coś co wpływa na emocje twojej postaci lub twoje. Nie ważne co to będzie, ważne, że poprowadzi historię do przodu. Od przełamania rutyny już tylko mały kroczek do stworzenia konfliktu.

Kilka przykładów:

– Wiążesz buty i nagle odkrywasz, że odkryłeś nowy węzeł, którego nikt wcześniej nie znał [-> przykładowo późniejsze konflikty: możesz to opatentować, jesteś nagle super inteligentny]

– Wiążesz buty i okazuje się, że zapomniałeś jak to się robi [-> przykładowo późniejsze konflikty: poszukiwanie pomocy, wizyta w szpitalu, spontaniczne utraty pamięci]

– Wiążesz buty i odkrywasz, że założyłeś lewy na prawy, sprawdzasz jak to możliwe i odkrywasz, że masz prostokątne stopy czy coś ;) [-> przykładowo późniejszy konflikty: inwalidztwo, zmiana w życiu, poszukiwania jak to możliwe itp.…]

– Jesz obiad i okazuje się, że jest zimny [-> przykładowo późniejsze konflikty: awantura z żoną, skarga na kucharza]

– Jesz obiad i nagle wyskakuje ci uczulenie [-> przykładowo późniejsze konflikty: wizyta w szpitalu, ktoś podał ci w restauracji złe danie zawierające śladowe ilości orzechów]

– Jesz smaczny obiad i nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś za gruby [-> przykładowo późniejszy konflikt: odchudzanie vs. obżeranie się]

Nie musisz od razu dążyć do mega ciekawej i zaskakującej sceny. Wystarczy, że zajmiesz się czymś rutynowym i przeciętnym. Daj pooddychać scenie i postaciom i wykonywanym czynnością. Później przerwij rutynę, a scena automatycznie potoczy się dalej. Jak zaczniesz wykonywać daną czynność i przerwiesz rutynę, pomysł na konflikt wpadnie ci sam. Nie musisz go wymyślać na siłę, odkryjesz go w trakcie sceny.

Please like & share: