Dzisiaj o grach statusowych, a dokładniej o pewnym podejściu, które, patrząc wstecz, na moje życie i osoby z którymi rozmawiałem stosowałem intuicyjnie, ale dopiero nazwałem to sobie w głowie po obejrzeniu wystąpienia Tima Minchina dla absolwentów Uniwersytetu Australii Zachodniej.

Często, gdy z kimś rozmawiam na temat współpracy – umawiam się na kawę – godzina rozmowy przy ciepłym napoju to świetny sposób, aby wiedzieć, czy chce coś z kimś robić, czy nie chce. Często takie rozmowy kończyły się niczym – chociaż pomysły były fajne, wszystko niby okej, to czasem jak coś mi nie pasuje w kimś – nawet jeżeli tego nie potrafię nazwać, to po prostu nie współpracuję i tyle. Często moja decyzja jest ograniczona spontaniczną oceną drugiej osoby.

Mam na tyle dużo szczęścia, że mogę wybierać z kim chce pracować, a z kim nie – i nie piszę dlatego, żeby podnieść w tym momencie swój status – jaki ja to nie jestem ważny i super fajowski (chociaż paradoksalnie pewnie to teraz zrobię – eh uroki gier statusowych) – po prostu, czuję się w miarę wolnym człowiekiem i mam olbrzymie szczęście, że mogę decydować z kim współpracuję. A piszę o tym tylko dlatego, że to podejście nie u każdego będzie mogło się sprawdzić. Poza tym, pewnie niejeden raz odrzucenie różnych propozycji, kosztowało mnie sporo alternatywnych zysków, które mógłbym osiągnąć, gdybym jednak podjął współpracę, zamiast wydziwiać czy ktoś mi „pasuje”.

Dobra Michał, jarasz się, że możesz odrzucać oferty, ale co to ma wspólnego z zachowaniami statusowymi?

Wracając do Tima Minchina.  W czasie swojego wystąpienia powiedział coś co mam wrażenie wiedziałem intuicyjnie, ale lepiej bym tego nie nazwał, więc wrzucam cały cytat:

„W przeszłości podjąłem wiele ważnych decyzji odnośnie ludzi z którymi pracuję, głównie na podstawie tego jak traktowali obsługę w restauracjach. Nie obchodzi mnie czy to ty masz największą władzę. Ocenię cię na podstawie tego, jak traktujesz tych z najmniejszą”

I tu w mojej głowie nastąpiło wielkie BUM! Zdawałem sobie sprawę, że zawsze irytowało mnie jak ktoś w pierwszych chwilach rozmowy podnosi na siłę swój status. I nie chodzi mi tutaj o podnoszenie statusu, typu „przechwalanie się” (to paradoksalnie obniża status – pisałem o tymtutaj) – jaki to on nie jest ważny, czego to nie potrafi i w ogóle – to po prostu zwykle mnie śmieszy.  Chodzi mi o wysoki styl gry statusem, ale nakierowany na obniżanie statusu innych, zwłaszcza tych o mniejszej władzy lub niższym miejscu w hierarchii.

I to biorę do siebie. I to nie tylko z perspektywy oceniającego innych którzy te zachowania stosują, ale również jako przypomnienie dla moich własnych zachowań, które stosuje wobec innych. Ponieważ warto o tym pamiętać!

btw. Ogólnie nie lubię filmików z przemówieniami motywacyjnymi, bądź różnymi radami życiowymi. Uważam, że nie wnoszą, żadnej realnej wartości oprócz tymczasowego nakręcenia z ich oglądania. Ale to przemówienie naprawdę warto obejrzeć. Tak, jestem fanem Tima Minchina, więc daje sobie prawo do tymczasowej fanowskiej hipokryzji ;)

 Film poniżej.

Photo Credit: Ricardo Alguacil via Compfight cc
Please like & share: