Ostatnio z różnymi improwizatorami przeprowadziłem kilka ciekawych rozmów na temat oceniania improwizacji i pozytywnego podejścia do tego co robią różne grupy w trakcie występów. Utkwił mi w pamięci zwłaszcza jeden tekst: „wow, trzeba pozytywnie podchodzić do tego co robią inni improwizatorzy, po co skupiać się na błędach…” To nasunęło mi temat dzisiejszego wpisu. Zwłaszcza, że jestem zwolennikiem krytycznego patrzenia na wiele spraw, ale zacznijmy od początku…

Jeżeli występuję na scenie i zdarzy się sytuacja, że ja albo któryś z moich partnerów scenicznych popełniliśmy błąd, to trudno, akceptujemy to, nadajemy temu sens i lecimy dalej. Show must go on. Nawet jak omawiamy to co robiliśmy na scenie zaraz po występie i mówimy sobie wprost – to i to było słabe, złe itd. To nie ma w tym zawiści, obrażania się na siebie, nie umawiamy się później, że złamiemy komuś kręgosłup w ciemnej uliczce, bo zablokował lub obniżył stawkę występu. Robimy to z miłości i chęci wzajemnego podnoszenia jakości, a nie zawiści i podłechtania swego oceniającego wysokiego statusu „Ja jestem zajebisty, a ty to i to zrobiłeś źle, wstydź się!”. Tak przynajmniej wygląda podejście w grupie w której improwizuje. Mocno sobie wytykamy różne błędy, ale robimy to z racji poprawiania jakości, a nie dla samego wytykania i wszyscy to doskonale rozumiemy.

Jeżeli oglądam występ jakiejś grupy impro i dostrzegam błędy, to skupiam się na nich. Może to już bardziej moje zboczenie, ale często w trakcie występu lub zaraz po, spisuje to co widziałem. Nie robię tego, żeby znowu połechtać się w myślach, że ktoś coś zawalił. Robię to po to, aby wiedzieć jakich błędów nie popełniać samemu lub żeby mieć bazę informacji, którą wykorzystam przy projektowaniu kolejnego szkolenia, w którym przekażę uczestnikom, czego należy się wystrzegać. Zaznaczam, że robię to sam dla siebie. Nie podchodzę później do grupy czy improwizatorów po to, aby im to wytknąć, czy wypomnieć, czy ośmieszyć. Kim ja jestem, żeby to robić? Chyba, że ktoś zapyta mnie wprost, wtedy chętnie podzielę się informacjami i zrobię to z miłości, nie z zawiści…

No dobrze Michał, ale o co w ogóle ci chodzi w twoim wywodzie?

W improwizacji jest piękna zasada dawania sobie prawa do błędów. Ta zasada świetnie działa na scenie! Ale źle interpretowana poza sceną może przynieść efekty odwrotne do zamierzonych.
Po pierwsze, jak nie dostrzegasz swoich błędów, to nie jesteś ich w stanie zaakceptować, wykorzystać i po prostu nie jest to rozwojowe scenicznie. Stajesz w miejscu.
Po drugie, z prawdopodobieństwem wielkości Mount Everestu, będziesz te błędy dalej popełniać. Może nie uwierzycie, ale jeszcze dwa lata temu myślałem, że jest coś takiego jak musztarda saperska :) i przez całe życie zamiast prosić w sklepach o musztardę sarepską robiłem z siebie idiotę. Jak byłem młodszy, tak mi się przeczytało i całe życie powtarzałem ten błąd. Dopiero w trakcie jakiejś rozmowy ze znajomym to wyszło, a i tak myślałem, że mnie wkręca :)
Po trzecie, gdy ktoś nam mówi, że coś zawaliliśmy w temacie, nie jest to przyjemne emocjonalnie (dlatego to takie trudne), ale długoterminowo dużo bardziej skuteczne niż wypieranie lub wyłączenie się na feedback. Dlatego na wakacyjnych warsztatach z długich form, gdzie byłem uczestnikiem, poprosiłem trenera, żeby dosłownie „po mnie jechał, wytykał i mówił wprost, nawet o drobnych błędach”. Może jest w tym trochę masochizmu, ale jak na razie to był jeden z najbardziej rozwojowych warsztatów na których byłem. W trakcie nie było dla mnie zawsze super przyjemnie, ale po dwóch miesiącach, stwierdzam „wow – dużo zmieniłem w swojej grze”.

Oczywiście nie twierdzę, że pozytywne nastawienie i wyławianie tych dobrych rzeczy z występów jest złe (wiem, że taki może być wydźwięk powyższych akapitów). Nic bardziej mylnego. Wyławianie pozytywów jest również bardzo rozwojowe. Jak recenzuje różne występy na blogu, to na nich się skupiam, bo z każdego występu wiele się uczę i często w trakcie myślę „to było genialne, jak oni to zrobili”. Jednocześnie, tym wpisem chcę zwrócić uwagę, że samo skupianie się na pozytywach, nie jest zawsze najlepszym rozwiązaniem. Czasem po prostu dobrze dostrzegać i te super pozytywne nowe genialne rozwiązania, jak i wszystkie mniejsze lub większe błędy. A co za tym idzie występując razem w grupie, mówić sobie wprost o błędach i słabych akcjach jakie ktoś popełnił – róbmy to cały czas, ale oczywiście nie z zawiści, tylko z miłości.

* Powyższy wpis dotyczy tylko samego podejścia do mówienia i skupiania się na błędach. Nie jest to przepis na to, aby dawać feedback, skupiając się na samych błędach!Tu sprawa wygląda trochę inaczej, ponieważ inaczej feedback udziela się specjalistom, inaczej początkującym. Również inaczej sprawa będzie wyglądać w grupie osób, które się doskonale znają, a inaczej w grupie, która się formuje. W zależności od zainteresowania kiedyś ten temat też mogę rozwinąć na blogu.

Please like & share: