Dzisiaj relacja na świeżo po trzech dniach festiwalu Podaj Wiosło. Relacja dosyć obfita (chociaż i tak mocno okrojona) bo taki też był cały festiwal. Jeżeli ktoś chciałby relację w bardziej skróconej wersji z ulicy sezamkowej, to ten festiwal sponsorowały słowa: różnorodność, kompetencja.  Jeżeli ktoś chciałby wersję bardziej rozbudowaną to zapraszam do czytania dalej.

Na wstępie muszę zaznaczyć jedną rzecz. To nie będzie dokładna relacja z całego festiwalu, typu kto co robił, kiedy to było i dlaczego, aż tak. Ten blog jest o nauce impro scenicznego i tak te też podchodzę do tej relacji.

Część rzeczy pomijam specjalnie (na przykład rozbudowane opisy imprez towarzyszących lub krótkich form) – te możecie znaleźć w innych relacjach w Internecie. Uczestnicząc jako widz w różnych występach scenicznych, festiwalach impro, czy podobnych imprezach, zawsze skupiam się na tym, co mogę wynieść z obserwacji danej grupy, aby móc samemu się rozwijać. Taka też jest ta relacja. Skupiam się na tym co cennego wyniosłem lub zaobserwowałem w trakcie różnych występów – a jak widać po długości tego tekstu, znalazło się tego trochę.

Część pokazów impro doceniam za zwariowany komediowy absurd, część za technikę i wykonanie, część za formę, czy drobne aspekty techniczne. W poniższym opisie, często przeskakuję między tymi kategoriami, opisując tylko jedną lub dwie – po prostu piszę o tym, co rzuciło mi się najmocniej w  oczy, pomijając resztę (bo musiałbym napisać pewnie kilkadziesiąt stron tekstu).

Dzień pierwszy.

Abordaż („Pamiętny Dzień” – Trójmiasto)

Jako pierwsza wystąpiła grupa  Abordaż z Trójmiasta ze swoją długą formą improwizacji o nazwie „Pamiętny Dzień”. Długa forma o bardzo ciekawej konstrukcji, bazującej na ważnych datach, wydarzeniach i postaciach historycznych. Cała forma dotyczyła wyborów w Sudanie, gdzie dwie grupy wpływów chciały uzyskać władzę. Liderzy grup Beduinów  oraz kominiarze, poprzez swoich kandydatów, chcieli wynieść swoich wybrańców na piedestał władzy, aby uzyskali tytuł cesarza. W tej formie nie brakowało zwrotów akcji i stopniowego przechodzenia do sedna głównego konfliktu (z rodzinnymi aspektami w tle).

Ten występ nauczył mnie dwóch rzeczy. Po pierwsze – utwierdził, że inspiracji do stworzenia długiej formy, można szukać dosłownie wszędzie. Po drugie, członkowie grupy zastosowali ciekawe rozwiązanie techniczne, polegające na tym, że nosili szale (czy jak to się nazywa). Improwizator, który chciał odegrać jakąś postać z obozu kominiarzy ubierał szal, w przypadku Beduinów, tego szala nie nosił. Taki zabieg powoduje, że można odegrać więcej postaci przy małej ilości improwizatorów, a jeżeli dołożymy do tego umiejętność tworzenia postaci o charakterystycznych i kontrastujących cechach, to otrzymamy dwa razy więcej ciekawych postaci, którymi można grać na scenie.

Hofesinka („Living Room” – Warszawa)

Zaraz po Abordażu wystąpiła warszawska Hofesinka z długą formą o nazwie Living Room.

Living Room jeżeli jest dobrze ograny, okazuje się bardzo wdzięczną formą. Na początku pada słowo inspiracji, które jest tematem do dyskusji między improwizatorami. Dyskusja powinna być jak najbardziej prawdziwa – tak, jakby widz oglądał garstkę znajomych rozmawiających na jakiś temat – i to w przypadku Hofesinki zostało w pełni oddane (a IMHO nie jest to do końca proste zadanie). Kolejnym etapem, gdzie tworzone są historie jest montowanie scen, na podstawie tej dyskusji (przypomina to trochę klasyczne Armando – słowo -> monolog -> historia). Po zmontowanych scenach, gracze przenoszą się ponownie do Living Room, gdzie ponownie dyskutują (tym razem tematem jest inspiracja z poprzedniej scenki/scenek), na podstawie tej dyskusji znowu następuje montaż.

Tę grupę widziałem przedtem dwa razy w akcji i chociaż mogłem obserwować wyskoki poziom, to zawsze coś mi nie pasowało… Chyba głównie ze względu na atakowanie tworzonej historii, żartami lub przekleństwami (nie mam nic przeciwko przekleństwom i żartom o ile są uzasadnione tym co dzieje się w historii), które czasem odwracały uwagę od danej historii.  Ale to co zrobili na scenie w trakcie Podaj Wiosło, mogło by spokojnie być filmem instruktażowym jak tworzyć poszczególne sceny w długich formach impro. Ten występ był świetny technicznie. Nic tam nie było na siłę, wszystko na spokojnie, żarty wynikające z kontekstu i podnoszenia stawki, a nie z atakowania historii. Wszystko było jasne, klarowne i co dla mnie ważne – naturalne. Dobra praca z przestrzenią, gra aktorska i tam gdzie trzeba, świetne podnoszenie stawki (w czasie randki okazuje się, że nieśmiały informatyk ma mercedesa, następnie jacht, następnie jacht z helikopterem itd.…). Po występie Hofesinki nauczyłem się naprawdę wiele – ciężko mi tutaj jeden konkret, bo musiałbym się bardziej rozpisać. Jeżeli miałbym wziąć jedną rzecz, to po prostu ogólne dopieszczenie wielu bardzo drobnych, często niewidocznych dla widza elementów, które przekładają się na odbiór całości. W tym pokazie, po prostu wszystko było zadbane i tak jak należy (co jest rzadkością – ponieważ u wielu grup zawsze można znaleźć jakieś wyraźniejsze niedociągnięcia).

Ulubione Gry Fejsbuków (Wspólna Akcja – cała Polska)

Kolejną częścią pierwszego dnia festiwalu były serie krótkich form impro – „Ulubione Gry Fejsbuków”. Publiczność poprzez głosowanie na facebooku, wybierała gry, w które zagrają „przemieszani” improwizatorzy z różnych grup. Krótkie formy, były takie jak mają być krótkie formy – dynamiczne, śmieszne, różnorodne. Wyszło bardzo dobrze.

Dzień drugi

ImproIgrzyska 

Drugi dzień festiwalu rozpoczęły ImproIgrzyska, gdzie wystąpiły grupy Jesiotr (Wrocław), To Mało Powiedziane (Opole), Impy (Warszawa) oraz Wymywammy (Bydgoszcz). Każda grupa miała po 20 minut na prezentację serii krótkich form impro oraz jedno dodatkowe zadanie od prowadzącego.

ImproIgrzyska wygrały Impy zbierając równe 100 głosów. Trzeba przyznać, że Panowie zrobili niezłe show. To niesamowite, ale oni po prostu kupili publiczność już pierwszą grą do tego stopnia, że ta pod koniec występu zaczęła skandować Impy, Impy, Impy…. Gracze RPG, kupili mój głos płynnością wykonania i „porypanymi” pomysłami, którym zgrabnie nadawali sens. Cały czas było śmiesznie i dynamicznie – czyli zgodnie z duchem krótkich form.

Improkracja („Partyrurka” – Wrocław)

Kolejną ciekawą formą impro, była Partyturka, zaprezentowana przez Improkrację z Wrocławia. Forma, którą widziałem po raz pierwszy, a która utwierdza mnie jeszcze bardziej w tym, że impro można robić inspirując się wszystkim, ruchem, słowem, opisem filmu, monologiem, paragonem fiskalnym, a w przypadku Partyturki – dowolnym kawałkiem muzycznym.

Partyturka to autorska forma opracowana przez Improkrację. Publiczność wcześniej przynosiła swoje kawałki akustykowi, który umieszczał je losowo na playliście. Gracze w sposób „kto chce” i w ilości „ile chce” wychodzili na środek. Następnie puszczany był fragment muzyczny, który był dla nich inspiracją do tworzenia scenek. Oczywiście nie muszę dodawać, że improwizatorzy nie wiedzieli na jaki kawałek trafią. Jak to wyszło w praktyce? Napiszę krótko: Znakomicie.

Ta forma, daje naprawdę olbrzymie pole do działania i wykazania się improwizatorom. Jest bardzo dynamiczna, różnorodna i pomimo, że historie nie są połączone ze sobą, jest o dziwo wciągająca. Publiczność była w ciągłym napięciu co będzie za chwilę… Co do samych scen – były bardzo dobrze montowane – tutaj zostanie mi w pamięci przede wszystkim scena o góralskich konkurach oraz początkowa scena rozstania (przez więzienną szybę) – gdzie po wyjściu z prostego ruchu dwóch osób wyciągających ręce do siebie, improwizatorzy miałem wrażenie sami siebie zaskoczyli (tym że dzieli ich szyba). Co biorę od Improkracji do siebie? Przede wszystkim podejście. Oglądając ich – widać, że naprawdę świetnie się bawią, nie tylko gdy są w centrum sceny. W trakcie przerywników muzycznych, osoby z boku, ruszały się w rytm, śpiewały i znakomicie się bawiły. To coś, co często jest pomijane wśród grup impro, a ma IMO przekłada się w znaczący sposób na podejście do scen samych improwizatorów, jak i publiczności. Widać, że świetnie się bawili, tak samo jak oglądająca ich publiczność.

Peleton („Nie wiem” – Gdańsk)

Tego samego wieczoru na zakończenie wystąpiła grupa Peleton w swojej formie „Nie wiem” w trakcie, której poszukiwali odpowiedzi na jakże szerokie pytanie, czym jest niebyt. Forma w której pokazane było kilka różnych historii, każda działa się w innym miejscu (które w trakcie danej historii było niezmienne) i były inicjowane przez kolejnych improwizatorów. Miałem wrażenie, że nie zawsze padła odpowiedź czym jest niebyt  (chociaż to pytanie jest tak szerokie, że odpowiedzi mogą być bardzo luźno interpretowane, a byłem zmęczony ;), to nie miało to większego wpływu na odbiór. Ponieważ w trakcie historii, Peleton pokazał mistrzowską pracę z przestrzenią, budowaniem postaci i płynną grą.  A kilka zabiegów zastosowanych w scenkach spowodowała, że robiłem wielkie „wow”.

Bardzo trudnym zabiegiem w improwizacji jest gra perspektywą (przestrzenną) – gdzie w tym samym momencie odgrywana jest jedna scenka we wnętrzu sceny teatralnej , a na skraju (bliżej publiczności) druga. Oddanie perspektywy, dobudowanie do niej stabilnej przestrzeni i płynna gra na przemian (raz publiczność skupia się na wnętrzu, raz na skraju sceny) jest piekielnie trudnym zadaniem – a to w jednej ze scen zostało pokazane znakomicie (jak ktoś widział, to chodzi mi o scenę z gołębiem). Kolejną rzeczą, która zasługuje na uznanie jest płynność przechodzenia w formie narracji. W historii z dziadkiem i zagubioną książką, postać wnuczki powiedziała coś w stylu „opowiedz mi tę historię dziadku…” i scenka zmieniła swą formę w opowieść dziadka, którą ten przekazuje wnuczce. Samo to jest ciekawym, ale nietrudnym do ogrania zabiegiem. Natomiast już samo przechodzenie pomiędzy historią z opowieści dziadka, a początkową sceną w której to dziadek opowiada historię swojej wnuczce – płynnie przeskakując między tym co mówi do wnuczki, a tym co do innych postaci w opowiadanych historiach – wymaga doskonałego zgrania i w tym przypadku wyszło wręcz perfekcyjnie.

Dzień trzeci

Ad Hoc („Restart” – Kraków)

Dzień trzeci rozpoczęła jedyna grupa z banerem. Krakowska grupa Ad Hoc ze swoją autorską formą „Restart”. Forma w której pierwsza scena początkowo rozpoczynana jest za każdym razem w ten sam sposób. Początkowe pierwsze zdania zwykle są niezmienne i pozostają bazą do tworzenia różnych alternatywnych historii. Czyli co by było gdyby podjąć inną decyzję, inaczej rozpocząć scenkę, zagrać ją w innym stylu. Jak wtedy mogłaby potoczyć się historia? Restart to jedna z najciekawszych długich form impro, jakie widziałem w ogóle (nie tylko na festiwalu). Z jednej strony nie jest skomplikowana dla widza, a z drugiej daje przestrzeń na zastosowanie szeregu różnych zabiegów i odgrywania historii w różnych stylach, z czego grupa Ad Hoc nieustannie korzystała pokazując olbrzymią różnorodność umiejętności scenicznych.

Taka mieszanina stylów powoduje, że z jednej godzinnej długiej formy, można wycisnąć maksymalnie wiele. Jest przestrzeń na narrację noir, piosenkę, absurd, sceny poważne, pojedyncze żarty, czy tworzenie dłuższych historii. A to wszystko wymaga dużej wszechstronności i umiejętnego przechodzenia między stylami – co oczywiście można było zobaczyć na scenie.

Poza tym, zobaczyć śpiewającego Alana to niesamowity WIDOK ;)(Przeproś piosenką, przeproś piosenką, przeproś…)

No Potatoes („Kotwica kawałek od brzegu” – Lublin)

Miałem nie opisywać krótkich form impro z tego festiwalu, ale te w wykonaniu No Potatoes zasługują na wspomnienie. Dlaczego? Otóż wszystkie krótkie formy były spajane poprzez improwizowaną meta narrację, w której to do studia TV, programu śniadaniowego została zaproszona autorka wielu książek (przyniesionych przez publiczność). Autorka opowiadała o swoich dokonaniach w dziedzinach pisarstwa, aktorstwa, muzyki – ale robiła to poprzez krótkie formy impro, które spójnie były wplatane w opowieść. To ciekawy sposób na ubranie krótkich form w inną, niż dotychczas znaną konwencję robienia gier. Przyznam, że dla mnie to również inspiracja i otwarcie pola do eksplorowania jak jeszcze można ubrać krótkie formy improwizacji.

Grandfinał – wspólna akcja

Improwizacja to język uniwersalny. Niezależnie z jakiej grupy jesteś – zawsze „ofertowo” dogadasz się na scenie. Lecz, żeby ta komunikacja wyszła naprawdę dobrze potrzebne są jeszcze dwie kwestie. Na wspólnych impro dżemach – zwykle przeszkodą w pokazywaniu świetnych scen jest różny poziom umiejętności improwizatorów i brak wzajemnego ogrania (im częściej z kimś grasz, tym lepiej wiesz na co możesz liczyć na scenie). Zwykle takie historie są ok, ale bez szału. Taki nie był na pewno Grandfinał, czyli wspólna długa forma stworzona przez wybrane po dwie osoby ze wszystkich grup, które występowały na scenie (oprócz osób z grup  Improigrzysk i Hofesinki – która musiała wcześniej opuścić festiwal).

Myślę, że organizatorzy nie mogli sobie wymarzyć lepszego zakończenia tego festiwalu. Zaprezentowana historia była znakomita. Formuła była prosta – gracze podzieleni na dwie grupy. Jedna która miała odgrywać historię dziejącą się wcześniej, druga odgrywająca wydarzenia dziejące się 90 lat później. Jedyną osobą łączącą te dwie grupy był gość specjalny Wojtek Kamiński z grupy Siedem razy Jeden, który mógł grać zarówno w jednej jak i drugiej grupie (dwóch czasach). Jedyną ofertą na jakiej wszyscy bazowali było to, że „coś zostało ukryte w dziupli”.

Tym czymś okazał się samochód bugatti z 1917 roku, który został odkryty w trakcie kolejnych scen, przez współczesnego potomka Pana Zawżdy, który to w latach dwudziestych ubiegłego wieku używał go jako dziwkowóz – co okazało się dopiero później w trakcie zawiązywania akcji. Jakkolwiek mój szary okrojony opis może brzmieć dla czytelnika, który nie widział tej historii na żywo, była ona wyśmienita. Pełno zwrotów akcji, wątki poboczne, które miały późniejszy wpływ na główną historię, wspaniała gra improwizatorów, budowanie napięcia i zgrabne zakończenie.

Może w tym momencie mnie poniosło, ale myślę, że gdyby ta historia została gdzieś opisana, mogłaby spokojnie wyjść jako mini opowieść, która pewnie wciągnęłaby niejednego czytelnika.

Osobiście, nie mógłbym sobie wyobrazić lepszego domknięcia trzech dni festiwalu. Improwizacja sceniczna, czy w krótkich formach, czy długich, zawsze bazuje na opowiadanych na scenie historiach – a ta o rodzinie Pana Zawżdy wyszła doskonale, co było idealnym podsumowaniem tego co w impro jest najważniejsze.

Jeszcze Organizacyjnie.

Na koniec warto wspomnieć o organizacji samego festiwalu, bo ta była bardzo dobra. Zawsze wiadomo było, co, gdzie, jak. Wszystko punktualnie, bez obsuw czasowych (no może poza jedną). I to za co cenię ogólnie osoby, czy firmy. Czyli za nieustanne podnoszenie kompetencji – tutaj można to było zauważyć w postaci ankiet z prośbą o pomysły na usprawnienia festiwalu w kolejnych latach. Gratulacje dla organizatorów. Podołali zadaniu. Mam nadzieję, że nie spoczną na laurach i będą śrubować jakość kolejnych edycji do granic możliwości

Podsumowując

Na początku relacji wspomniałem, że ten festiwal sponsorowały dwa słowa różnorodność i kompetencja.

Różnorodność, ponieważ przekrój pokazywanych form i podejść do tematów był olbrzymi. Aż żal, że większość osób w Polsce jeżeli już zna impro, to kojarzy je głównie z krótkimi grami, albo z Whose Linem – nie wiedzą co tracą, ponieważ polscy improwizatorzy udowadniają, że mogą pokazać więcej i ciekawiej, niż to co widać w programach TV.

Kompetencja, ponieważ poziom występów był naprawdę bardzo wysoki. A umiejętności poszczególnych osób z różnych grup nie raz powodowała u mnie opad szczęki. Taki widok jest bardzo motywujący do działania i rozwoju.

Przed wyjazdem rozmawiałem z kilkoma osobami, które mówiły, że może przyjadą na festiwal, część z tych osób się pojawiła, część nie. Do tych, którzy nie dojechali. Żałujcie bo naprawdę macie czego. Festiwal Podaj Wiosło 2014 był naprawdę świetny, zarówno pod kątem pokazów jak i organizacji. Aż trochę żal, że tak szybko się zakończył oraz, że tak mało imprez tego typu jest organizowanych w Polsce. Mam nadzieję, że w przyszłości to się zmieni. Całe szczęście kolejny taki festiwal impro już za pół roku – ImproFest w Krakowie. Więc do zobaczenia!

Foto by Wojtek Rojek
Please like & share: