12718011_1361722890581938_7345260750108960955_n

W tym roku przy okazji piątej odsłony Gdańskiego Festiwalu Improwizacji „Podaj Wiosło” ruszyła również pierwsza edycja „Wiosełka”, czyli festiwalu impro dla najmłodszych. Jako, że dawniej w Improv Club tworzyłem projekt „Impro Kids”, tym chętniej przyjąłem zaproszenie do zrelacjonowania Wiosełka. Okazja do zobaczenia kilku grup w tak wąskiej kategorii, jedna po drugiej, nie zdarza się zbyt często…

W relacji nie opiszę tego, co robiły poszczególne zespoły. Zamiast tego skupię się na tym, co wyniosłem ze spektakli, na moich przemyśleniach i refleksji nad pewnymi elementami zarówno występów, jak i całej koncepcji impro dla dzieci. Chciałbym tutaj zaznaczyć, że niektóre kwestie nie tylko poruszyły moją głowę, ale również chwytały mnie za serce. W trakcie relacji nie lubię pisać o moich uczuciach, bo jest to dla mnie dosyć intymna i subiektywna kwestia, ale tym razem napiszę, ponieważ te spektakle naprawdę potrafiły nie tylko rozśmieszyć dzieci, ale również poruszyć dogłębnie, dorosłego faceta takiego jak ja.

Lets start the relacja’s

Afront „Bajkotworek”

12923260_1361473270606900_7483860379651093199_n

Wiosełko otworzyła grupa Afront swoim spektaklem „Bajkotworek”. Wielkią zaletą tego występu była prosta, przyjemna i bardzo kolorowa forma. Scena otwierająca miała miejsce na strychu, której główną postacią był tytułowy Bajkotworek. Pełniła ona rolę płynnej narracji, zbierania inspiracji od dzieciaków, jak i ustalenia reguł występu (kiedy dzieci mogą się udzielać, a kiedy powinny zachować ciszę). Ustalenie ram i zasad występu okazuje się bardzo ważną kwestią w kontekście wszystkich występów dla dzieci, ale o tym w dalszej części tekstu. Dzieci wybrały, że historia przedstawiana przez improwizatorki ma być o piłkarzu, który chce zdobyć puchar w bieganiu.

Forma, formą, natomiast zwróciłbym uwagę na niesamowitą atmosferę, którą Afront stworzył dla maluchów. Szczególnie jedna scena zapadła mi najbardziej w pamięć, kiedy… Jedna z postaci, zając Pysio, który chciał wyjść ze swojej norki, ale nie wiedział, że obok czai się na niego wilk Pazuriusz. Nagle szkraby spontanicznie same z siebie, hurem zaczęły krzyczeć do królika „nie wychodź kłóliku, nie wychodź!”. Gdybyście tylko mogli to zobaczyć i usłyszeć. Niesamowity moment. W tamtej chwili, aż miałem ciarki na rękach. To jest idealny przykład na to, jak można zaangażować tak młodą publiczność w historię. Reagowały w taki sposób, jakby zapomniały o całym świecie. Historia którą zaprezentował Afront wciągnęła ich dogłębnie. Zresztą mnie również. Naprawdę piękna i poruszająca chwila.

Do tego wszystkiego cała otoczka, w postaci świateł, masy świetnych kolorowych strojów, wraz z przecudownym ogrywaniem postaci. Dzieciaki były aktywizowane do przybijania piątek, różnych ćwiczeń (pompki, przysiady), dawania sugestii. W całej historii były przekazywane drobne morały, czy może inaczej ujmując mini nauki (Np. „Jak się pani spoci, to panią zawieje”, „od zimnego hot-doga boli brzuch”).

Spektakl grupy Afront podobał mi się najbardziej ze wszystkich spektakli „Wiosełka”. Jedyna kwestia do jakiej miałbym drobne obiekcje, to czas trwania. Występ który trwał 55 minut – co w przypadku występów dla dzieci, jest sporym kawałkiem czasu – ale ten temat również poruszę we wnioskach w dalszej części tekstu, ponieważ nie jest to tak proste jak może się wydawać.

Lalka

12974515_1361731617247732_2555832388513193402_n

Kolejnym przedstawieniem, była „Lalka”, czyli forma którą tworzyli aktorzy Teatru Miniatura razem z pomocą Gosi i Wojtka Tremiszewskich. Forma w której aktorzy tworzyli historie, w których głównymi postaciami były małe lalki.

Forma z jednej strony bardzo odkrywcza ze względu na kilka elementów. Na przykład wybór inspiracji od dzieci. Czwórka dzieci miało narysować cztery miejsca, w których będzie działa się historia. Dzieciaki również wybierały lalki które będą brać udział w historii oraz nadawały im charaktery i imiona.

 Aktorzy znakomicie ogrywali postaci (świetna dykcja, przekazywanie emocji – a tego przecież brakuje w olbrzymiej części spektakli improwizowanych), jednocześnie widać było olbrzymie braki w impro czy storytellignu. Na przykład były momenty, gdzie na scenie były trzy postaci i każda mówiła w tym samym czasie, przez co nie dało się nic zrozumieć. W tych momentach aktorzy w ogóle nie dawali przestrzeni innym partnerom scenicznym i w ogóle się nie słuchali. Jeżeli chodzi o samą historię, to odbywała się w różnych lokalizacjach (narysowanych i wybranych przez dzieci), pomiędzy tymi częściami historii, na scenę wchodził Wojtek Tremiszewski i starał się łatać oraz nadawać sens pomiędzy poszczególnymi aktami/miejscami historii. Użyłem formę „starał” bo w mojej opinii nie było to łatwe zadanie. Po prostu aktorzy za bardzo komplikowali historię oraz budowane sceny, przez co powstawał chaos.

Największym plusem tego spektaklu były formy angażowania dzieci do działania, sama forma użycia lalkek oraz prowadzenie występu przez Wojtka (o tym więcej rozpiszę się przy okazji występu Peletonu).

Wymywammy

Drugi dzień rozpoczęła grupa Wymywamy. Niestety nie dotarłem na czas na pokaz, więc nie mogę o nim nic napisać :(. Bardzo mi przykro, że nie widziałem tego pokazu i o ile od razu przeprosiłem dziewczyny z grupy Wymywammy, to również w tym miejscu pragnę przeprosić czytelników, że nie otrzymają pełnej relacji. W każdym razie słyszałem, że było znakomicie. Gdyby ktoś poszukiwał więcej informacji o tym występie, to znajdziecie ją również tutaj: http://www.whoseline.pl/wioselko-2016-dzien-drugi/

To Mało Powiedziane

12936590_1362140040540223_3259111816182412139_n

Kolejną występującą grupą tego dnia, była grupa „To Mało Powiedziane”. Przedstawili w sumie trzy formaty: dwa dłuższe i jedną grę. Ciekawym początkowym akcentem był zabieg, w trakcie którego niektórzy występujący, przed spektaklem rozsiedli się wśród dzieci i nawiązywali z nimi kontakt poprzez wspólną zabawę i rozmowę. Jednocześnie, szkoda, że nie wszyscy to zrobili (IMO dwie osoby, które tego nie zrobiły, w dalszych historiach już będąc na scenie, miałem wrażenie, że były trochę wycofane).

Co do samej formy, podobnie jak w przypadku Afrontu, forma składała się z narracyjnej sceny otwierającej, w trakcie której Asia, uczyła dzieci zasad współpracy, brała inspiracje itd. Następnie mieliśmy przeskok w głąb samych historii.

Było kilka momentów w tym występie, które zmusiły mnie do refleksji. Na przykład nazwanie jednej z postaci „Dziwakiem” (sugestia od dzieci). Samo w sobie nie było to niczym złym. Ale w trakcie spektaklu, gdy usłyszałem, że ta oferta została zaakceptowana przez improwizatorów pojawiło się we mnie pewne napięcie. Jako, że impro jest w pewnej mierze nieprzewidywalne, bałem się czy oby na pewno, improwizatorzy nie przekroczą pewnej cienkiej granicy, która oddziela historię z morałem od nieświadomego nauczenia dzieci, że można śmiać się z dziwaków. Całe szczęście po kilkunastu minutach to napięcie minęło, ponieważ grupa ograła dziwaka i nadała mu odpowiedni sens. Co w sumie wyszło nawet uroczo.

Przy okazji występu „To Mało Powiedziane” widać było różne zaangażowanie poszczególnych improwizatorów. Może zaangażowanie jest tutaj złym słowem. Chodzi mi o pewnego rodzaju wycofanie, chociaż przyznam, że mogę tu mylić kwestię wycofania z podejściem do ogrywania postaci. Temat również rozwinę pod koniec tekstu. Sam występ był bardzo przyjemny, angażujący dzieciaki do wspólnego budowania spektaklu poprzez aktywizowanie ich do różnych działań. Były kostiumy, maski gazowe, bardzo proste (IMO to wielki plus) wpadające w ucho piosenki. Chociaż były tu trzy formy to w mojej opinii również było trochę za długo, o czym również pod koniec tekstu.
Pragnę jeszcze zwrócić uwagę na jednego z członków „To Mało Powiedziane” – Bartka. Po pierwsze zaimponował mi swoim dorosłym i bardzo ciepłym podejściem do dzieci, po drugie widać było, że nadawał w scenach mocny kierunek na edukowanie dzieci i wyciąganie morałów (czasem odnosiłem wrażenie, że ten kierunek na morały był wręcz za duży, ale tu znowu należało by przeprowadzić sondę wśród dzieci, co zapamiętały z występu).

Peleton

12987026_1362172603870300_6247338503885393356_n

Najbardziej dorosłym(nie mylić z dojrzałym) występem, był chyba występ grupy Peleton. Nie wiem czy w kontekście występu dla dzieci, to dobrze, czy źle – jest to u mnie kwestia otwarta do przemyślenia. Ale zacznijmy od początku. Dorosłe prowadzenie Wojtka Tremiszewskiego jest cudowne. Nie wiem jak to inaczej określić. Ciepło z jakim Wojtek i Gosia Tremiszewscy prowadzili spektakl jest czymś co długo mi zapadnie w pamięć. Jednym z kluczowych elementów tego stylu prowadzenia było całkowite zwracanie uwagi na dzieci w trakcie zbierania inspiracji i rozmowy z nimi. Miałem wrażenie, że żadne dziecko, które podnosiło rękę do góry lub udzielało się w inny sposób, nie zostało pominięte (co zdarzało się w trakcie spektaklu „Afrontu” i trochę bardziej przy spektaklu „To Mało Powiedziane”). Osobną kwestią jest prowadzenie spektaklu z perspektywy osoby dorosłej…

Zastanawiam się jak przekazać to tobie drogi czytelniku, abyś wiedział o co mi dokładnie chodzi. To całkiem jak niektórzy ludzie w relacji z dziećmi, zachowują się bardzo płytko i w przerysowany sposób – infantylnie. Można by to porównać do takiego nachylania się nad bobasem i robienia głupiej minki i mówienia śmiesznym głosikiem „a gudzi gudzi gudzi, a kto ma najpiękniejszy nosek na świecie, no kto, a kto się tak pięknie uśmiecha!” Dziecko dorasta, ale niektórzy dorośli traktują dzieci dalej w ten sam zdziecinniały sposób. Być może ma to jakieś profesjonalne określenie (jak ktoś wie o co kaman, niech napisze w komentarzu). Z drugiej strony, można traktować dziecko zbyt dorośle i poważnie. Podchodzić  z pozycji dorosłego, który wszystko narzuca, tym samym nie dopuszczając dziecka do słowa lub nie biorąc jego słów poważnie.

W tym występie Wojciech Tremiszewski traktował dzieci z pozycji dorosłej, ale takiej bardzo ciepłej i partnerskiej. Zresztą mógłbym tak powiedzieć o całym spektaklu, który mi jako osobie dorosłej bardzo przypadł do gustu, ale z drugiej strony zastanawiam się czy czasem spektakl w swojej treści za bardzo nie balansował na granicy zbytniego skomplikowania (względem tak młodych odbiorców) i trudnych wyrazów.

W mojej opinii masa dorosłych i poważnych komentarzy odcinała uwagę dzieciaków. Nie mam pojęcia czy dzieci rozumiały pewne zależności lub słowa takie jak „turbulencja”, „macki kłamstwa” itd. Ja jako osoba dorosła bawiłem się doskonale. Niestety jak pokazują doświadczenia twórców programów telewizyjnych dla dzieci, skomplikowane słownictwo, żarty słowne i duża dynamika występu – nie dość, że nie pomaga, to wręcz szkodzi w przykuwaniu uwagi dzieci (zupełnie na odwrót, niż w przypadku spektakli dla dorosłych). Wydaje mi się, że taki spektakl mógłby być ciekawym kompromisem dla trochę innego targetu. Gdybyśmy mieli mieszaną publiczność, dzieci i dorosłych. Tutaj jednak (oprócz kilku opiekunów) głównymi odbiorcami były dzieci.

W samym występie była masa różnych elementów angażowania dzieci do zabawy. Ciekawą opcją było puszczenie muzyki przed spektaklem, która już na samym początku rozruszała szkraby. Poza tym były piosenki improwizowane, wciąganie dzieci do historii (np. miały być jurorami lub ułożyć ze swoich ciał powóz). Była masa różnych form aktywizacji i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie jedno…

Klocki lego dobrego spektaklu impro dla dzieci 

12963812_1362133630540864_1285521344631372220_n

Jeżeli ktoś chce robić impro dla dzieci, to udział w festiwalu takim jak „Wiosełko” jest pozycją obowiązkową. Obserwacja różnych grup, podejść, form i zabiegów technicznych, daje olbrzymi wgląd w to, jak to można robić dobrze. Z każdej grupy wyciągnąłem pewne ciekawe elementy i chociaż poszczególne grupy wykorzystywały je w różny sposób, to myślę, że z nich wszystkich można zbudować coś na wzór pokazu idealnego. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że impro, rzadko kiedy jest idealne. Natomiast samo zauważenie i zadbanie o poszczególne aspekty, może nas znacząco zbliżyć do bardzo dobrego pokazu.

 Poniżej przedstawiam te klocki, które dostrzegłem i za pomocą których, można ułożyć spektakl improwizowany dla dzieci.

Organizacja i bezpieczeństwo

Po pierwsze BHP. Zadbaj o to, by w miejscu pokazu było bezpiecznie. Może się wydawać to tak oczywiste, że dziwne, iż o tym piszę, ale mówimy tu o dzieciach. Odpowiednie sprawdzenie, oraz zabezpieczenie sali i pokazu, to coś co powinno być podstawową sprawą. Nie piszę tego w kontekście samego Wiosełka – bo tu wszystko było tak jak należy. Co nie zmienia faktu, że i tak warto o tym wspomnieć, aby każdy o tym zawsze pamiętał.

Przy kwestii organizacji warto również zwrócić uwagę na dobranie kadry, która będzie dbać o dzieci. Tu muszę napisać o jednej osobie, której zachowanie sprawiło, że zagotowałem.

Nazi opiekunka

To co nie podobało mi się bardzo w trakcie różnych występów, to zachowanie pewnej pani (chyba pracownika teatru miniatura), która wprowadzała i wyprowadzała dzieciaki na salę teatralną oraz pilnowała „ciszy” i właśnie doczepiłbym się do tego pilnowania ciszy. Przyznam, że momentami krew mnie zalewała, gdy widziałem, jak patroluje publiczność i zwraca uwagę dzieciom, które hałasują. Dzieci które spontanicznie reagowały, były przez nią uciszane. Chodziła w tę i z powrotem, przykładając palec wskazujący do ust i robiąc csiiiiiiii (czy jakoś tak). Jest to ważna kwestia do przemyślenia dla organizatorów i grup robiących występy dla dzieci.

Po pierwsze, aby odpowiednio dopasowywać osoby, które pomagają przy logistyce wydarzenia. Po drugie, kwestia do przemyślenia, czy jak jakieś dzieci hałasują, to nie zostawić reagowania na takie zachowanie, w gestii każdej grupy, które przecież i tak ustalają z dziećmi różne zasady współpracy.

W trakcie panelu dyskusyjnego, większość improwizatorów zwracała uwagę na to, że jest to forma wyróżniająca się tym, że dzieci mogą być spontaniczne. Nie podlegają ocenie i pozostałym „szkolnym ramom”. Bardziej uczą się ram i zasad na podstawie wprowadzania grupowej samoregulacji (np. Jak jakieś dziecko za bardzo się udzielało, czy zachowywało się źle, to jego rówieśnicy sobie z nim doskonale radzili np. Uciszając je – a trzeba tu zaznaczyć, że były to grupy dzieci, które często były jeszcze w wieku przedszkolnym). Dana grupa impro,  chce, aby dzieciaki reagowały spontanicznie, a tu jakaś pseudo nazi opiekunka robi wszystko, aby kontrolować ich reakcje.

Relacje z dziećmi i ustalanie granic 

Tak jak wspominałem powyżej. Praktycznie wszystkie grupy ustalały z dziećmi zasady współpracy. Czy to w formie narracyjnej. Na przykład pierwszej historii, w której istnieje postać narratora instruująca, że w momencie, kiedy użyje jakiegoś gestu lub dźwięku (np. podniesie rękę do góry), to powinna zapanować cisza. Czy po prostu, tak jak zrobił to Peleton, wyjścia z pozycji aktora, który umawia się z dziećmi, jak „powinny” się zachowywać, żeby wszyscy mogli się dobrze bawić.

Taka forma kontraktu to pierwsza rzecz, jaką powinni zrobić improwizatorzy (wszyscy na Wiosełku też to znakomicie robili). Zaznaczam, że chodzi tu o postawienie jasnych „partnerskich” zasad, które pozwolą później dzieciom na samoregulację tych osobników, które przeszkadzają innym, a nie usilne uciszanie i traktowanie z góry, bo tak „się nie powinno robić”.

Aktywizacja, zabawy i współtworzenie

Impro daje tak wspaniałe i szerokie możliwości, że formy aktywizacji dzieci ogranicza tylko wyobraźnia improwizatorów. Tylko na samym Wiosełku, dzieci były aktywizowane do działania poprzez: pytania improwizatorów, prośby o pomoc przy wyborze postaci/lalek/kostiumów, rysowanie lokalizacji, przybijanie piątek, ćwiczenia ruchowe (np. przysiady), wcielanie się w role lub przedmioty (np. Dzieci miały zbudować wóz ze swoich ciał, być burzą, tornadem, chochlikami), decydowanie o tym w którą stronę historia ma pójść, wcielanie się w jurorów którzy oceniają piosenki improwizatorów, krzyczenie, tańczenie, podpowiadanie… Jest tego dużo? To nawet nie jest początek wszystkich możliwości, które można wdrożyć w pokaz, ale daje ciekawy i wstępny wgląd w to, jak szeroki wachlarz możliwości stoi przed improwizatorami. Wydaje mi się, że właśnie tej „spontanicznej” aktywizacji, tkwi największa moc odróżniająca spektakle improwizowane od teatralnych spektakli dla dzieci.

Storytelling

Jak były wybierane postaci, to co krzyczały zwykle dzieci? Jak była ładna pani, to była „księżniczką”, jak improwizator miał miecz, to był „rycerzem”. Wydaje mi się, że storytelling w impro dla dzieci, jest oczywiście ważną kwestią (np. To, że bohater radzi sobie z różnymi trudnościami, może liczyć na pomoc przyjaciół itd.), ale w przeciwieństwie do pokazów dla dorosłych nie musi być przekombinowany lub wręcz jak pokazują doświadczenia twórców „Ulicy Sezamkowej” nie mogą być zbyt skomplikowane. W momencie gdy dzieci są skonfundowane lub czegoś nie rozumieją, cały spektakl traci tak zwaną „przyczepność” uwagi dzieciaków (jest to kwestia którą poruszę w osobnym wpisie na temat tego, co improwizatorzy mogą wynieść z doświadczenia twórców „Ulicy Sezamkowej” – jest to szerszy temat i można z niego wiele wynieść). Wystarczą proste historie oparte na popularnych bajkowych archetypach. Mam wręcz wrażenie, że siła nośna improwizacji dla dzieci, nie jest skoncentrowana na świetnych historiach z kilkoma wątkami, lecz na ich angażowaniu w historię i partnerskie poczucie wpływu. Nawet jeżeli pójdziemy tu popularnymi schematami historii, to nie będzie w tym nic złego. Po pierwsze dzieci tego nie zauważą, po drugie, będzie to marnowanie energii i uwagi improwizatorów na tworzenie skomplikowanych postaci i historii zamiast skupienia na aktywizacji dzieci i wyciąganiu jak najprostszych nauk i morałów.

Czas trwania

Czas trwania to bardzo ważna kwestia. Jest to temat na tyle szeroki, że postaram się go poruszyć w osobnym wpisie w temacie (tym o Ulicy Sezamkowej). Jednocześnie, w tym akapicie chciałbym się podzielić kilkoma obserwacjami z Wiosełka. Większość występów oscylowała w czasie trwania w okolicach 50 minut. Siedząc za plecami dzieci, w okolicach 35 minuty występów, trzy razy zdarzyło mi się obserwować jak dzieci zaczynają się wiercić, kręcić i przestawać się skupiać na występujących. Bardzo ciekawy obrazek. To tak jakby nagle cała grupa, która siedzi stabilnie, zaczęła się ruszać i zarażać tym ruchem. Niczym mrówki, które są w dużym skupisku, gdzie nagle w sam środek puszczasz kilka kropel wody i wszystkie w tym samym momencie zaczynają się poruszać.

Co może mieć na to wpływ? Skomplikowanie występu, komfort siedzenia, wchodzenie z dziećmi w interakcję, aktywizacja do działania. Warto pamiętać, że lepiej dać krótszy występ i żeby szkraby wyszły z efektem „WOW”, niż totalnie stracić uwagę dzieci i je zanudzić.

Technikalia, kostiumy, muzyka

W wielu występach, technikalia i oprawa sceniczna robiła naprawdę lwią część pracy. Kolorowe kostiumy, muzyka przed pokazem (i w trakcie), scenografia, czapki, lalki, miecze i masa innych zróżnicowanych przedmiotów.

Pod względem kostiumów najbardziej wyróżniła się tu grupa Afront. Ich scenografia i kostiumy były najbardziej kolorowe i było ich najwięcej, co tworzyło niesamowity klimat. Jednocześnie w przypadku Afrontu brakowało mi spójnej z historią muzyki. Znowu w trakcie występów „To Mało Powiedziane” i „Peletonu”, muzyka i tworzenie improwizowanych piosenek bardzo fajnie urozmaicała historie.

W każdym razie, mylę że te elementy, które w występach dla dorosłych niekoniecznie muszą w ogóle istnieć, w przypadku spektakli dla dzieci przyczyniają się do powstania niesamowitego klimatu i warto przyłożyć się zarówno od strony kostiumów, jak i muzycznej.

Edukacja przez zabawę

W występach grupy Afront i Peleton, bardzo podobał mi się element w trakcie którego improwizatorzy po pokazie powiedzieli dzieciom wprost, że tak samo mogą bawić się w domu. Ze zwykłych zabawek mogą tworzyć własne historie.

Kolejnym elementem o którym warto wspomnieć są morały i „drobne nauki”, które pojawiły się we wszystkich spektaklach. Pokazy nie tylko powinny bawić i wciągać, ale również edukować. Jak to robić skutecznie? Odpowiedź na to pytanie również postaram się przekazać we wpisie na temat doświadczeń twórców Ulicy Sezamkowej.

Dojrzałość emocjonalna prowadzących.

Ze swojej strony, przyznam, że nie byłbym w stanie wystąpić w pokazie dla dzieci. Wymaga to pewnej dojrzałości i stabilności emocjonalnej. Osobiście bałbym się, że palnę coś, co zostanie przez dzieci opacznie odebrane, będzie zbyt skomplikowane, trudne lub wulgarne. Po prostu nie czuję się kompetentny w tym temacie. Warto pamiętać, że jeżeli ktoś z grupy nie czuje się na siłach brać udziału w takim występie, to myślę, że nic na siłę. Lepiej wystąpić w okrojonym składzie, niż angażować osoby, które będą wycofane w trakcie występu lub wręcz zepsują całą otoczkę swoim brakiem dojrzałości lub parciem na „dorosłe” żarty.

Mam nadzieję, że obserwacje na temat powyższych elementów sprawią, że któraś z grup, która chciała by tworzyć impro dla dzieci, zwróci uwagę na poszczególne klocki, które można układać we własnych występach. Również, jeżeli jest coś co byście dodali do powyższych, to zapraszam do komentowania i dołożenia swoich klocków w temacie.

Podsumowując

Jestem bardzo zadowolony z wzięcia udziału w Wiosełku. To naprawdę świetna inicjatywa, która mam nadzieję, że będzie kontynuowana w kolejnych latach. Dzisiaj, gdy umieszczam relację, mija dwa tygodnie od tego wydarzenia, a ja nadal jestem pod wpływem ciepła płynącego od grup, improwizatorów i samych dzieci, których  spontaniczne zachowania obudziły we mnie na nowo wewnętrzne beztroskie dziecko. Może zabrzmi to dziwnie i trochę patetycznie, ale mam wrażenie, że te dwa dni spędzone na Wiosełku, sprawiły, że jestem lepszym człowiekiem. Zaraziłem się na nowo niewinną dobrocią, ciekawością świata i nieskalaną spontanicznością.

PS. Jak zwykle zaznaczam, że relacja jest pisania z miłości do impro, a nie z chęci krytyki, czy wytykania komukolwiek czegokolwiek. Wymieniajmy się doświadczeniami i wspólnie rozwijajmy.

PS. Zdjęcia wykorzystane w tym tekście cykał Rojek, genialny fotograf, którego polecam. Znajdziecie go tutaj:  https://www.facebook.com/wojtekrojekfoto/

Please like & share: