Dzisiaj wstęp do Masek Transowych Keitha Johnstone’a i o tym jak w trakcie Impro Lab, maski „zawładnęły” uczestnikami. Będzie o agresji, udawaniu, flow i przejmowaniu kontroli.  Wstęp do masek może wydawać się trochę dziwny, ponieważ zamiast wprowadzenia, czym są maski przejdę od razu do opisu tego co się działo, natomiast wnioski i więcej o maskach znajdą się w połowie wpisu.

Mamy taki projekt, który nazywa się Impro Lab. Na Impro Lab mają wstęp uczestnicy Warsztatów Praktycznej Improwizacji oraz kilku innych szkoleń. Jest to projekt, który jest zarazem naszym działem podnoszenia, jakości, ponieważ usprawniamy niektóre gry i sprawdzamy jak działają, jak i działem eksperymentalnym. Jeżeli uczestnik po klasycznych warsztatach chce dalej improwizować, to wystarczy, że dorzuci się do salki i może skorzystać z dodatkowych darmowych spotkań. Tym sposobem wszyscy na tym korzystają. Uczestnicy mogą improwizować i nieraz okryć za free naprawdę rewelacyjne narzędzia, a my (Improv Club) mamy „króliki doświadczalne”, które mają już wiedzę na temat zasad improwizacji i są otwarci na odkrywanie nowych rzeczy. Dzisiaj chciałem opisać coś, czym zajmowaliśmy się przez ostatnie dwa spotkania, czyli „Trance Masks”, Keitha Johnstone’a.

Na wstępie napiszę od siebie, że jestem bardziej sceptykiem, niż fanatykiem. Nawet, jeżeli dostrzegam jakieś ciekawe zjawiska, to podchodzę do nich dość ostrożnie.  Tak też jest z improwizacją. Chociaż to moja praca i poświęcam jej najwięcej czasu, to jestem w stanie dostrzec (lub tak mi się wydaje, jakby ktoś mnie na czymś złapał, to chętnie zweryfikuję poglądy) plusy i minusy danych podejść i technik. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ nie chciałbym, aby poniższy tekst został uznany za jakiś dziwny wkręt, odlot lub fanatyzm. Tak, więc nawet, jeżeli w tym tekście opisuję jakieś zjawisko, jako niesamowite lub zaskakujące oraz używam zwrotów, że maski „przejmują kontrolę”, to nie twierdzę, że stało się coś paranormalnego lub jakaś dziwna energia przejęła nad nami kontrolę. Po prostu to zjawisko w subiektywnym odbiorze najłatwiej opisać mi takimi słowami.  Maski najłatwiej opisać w ten sposób, że „przejmują kontrolę”, bo po prostu tak to wygląda. Ten wpis potraktujcie, jako opis wrażeń i tego co się działo podczas pracy z maskami. Natomiast później będzie czas na wnioski i szerszy opis tego, jak je wykorzystać.

Przygotowanie masek.

Maski w porównaniu do tych stosowanych przez Keitha Johnstone’a, były naprawdę słabe. Tak, więc nie spodziewałem się też wielkich efektów. Ot 6 masek kupionych w sklepie dla plastyków, pomalowane na różne sposoby farbkami plakatowymi z odciętą 1/3 maski u dołu, tak, aby widoczna była szczęka, usta i część policzków. W porównaniu do oryginałów (commedia del arte half masks lub character half mask), moim zdaniem straszna słabizna. Dodatkowo, jako że sami z uczestnikami malowaliśmy te maski, to wszystkie wyglądały tak trochę „złowieszczo”*
*ciekawe, że dużo łatwiej namalować złą maskę niż te o wesołym nastawieniu.

Procedura przejęcia kontroli.

Początkowo procedura była bardzo prosta. Każda osoba pojedynczo podchodziła do masek i mogła wybrać tę, która jej najbardziej pasowała. Ważne jest to, że nikt nie widział siebie wcześniej z ubraną maską w lustrze. Następnie po ubraniu maski, każdy podchodził do stolika na środku sali, na którym było kilka przedmiotów (poduszka, długopisy, piłeczka i inne duperele – najlepiej nieskomplikowane, takie, które zainteresowałyby małe dziecko). Zadaniem każdego, było wejść z tymi przedmiotami w interakcję, a w odpowiednim momencie (nagle pokazywałem im lustro), gdy gracz zobaczył swoje odbicie w lustrze miał na nie w zareagować (dźwięki są dopuszczalne, ale nie można mówić – ewentualnie gibberishem, czyli językiem nonsensu).

Odgrywanie roli, a zawładnięcie przez maskę

I w tym momencie zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. O ile przed tym jak dany gracz obejrzał się w lustrze, to z perspektywy uczestników widzieliśmy tę osobę, która nosi maskę i bawi się przedmiotami, tak jakby próbowała odgrywać rolę. Natomiast w momencie, gdy uczestnik zobaczył swoje odbicie w lustrze nie był już sobą. Widzieliśmy zupełnie inną osobę. Maska zaczynała przejmować kontrolę. Widać było to jak na dłoni, po energii, dźwiękach, postawie ciała, zachowaniach. To nie była już ta sama osoba. Wchodzenie w interakcję z przedmiotami i uczestnikami, nabierało zupełnie innej dynamiki. Oczywiście nie za każdym razem pierwsza wybrana maska podziałała, czasem ktoś musiał przymierzyć inną, żeby sprawdzić, która „włada” nim mocniej. Kilka razy pokazywałem lustro na kilka sekund i nagle uczestnicy przestawali widzieć siebie, zaczęli być kimś innym. Ciekawym aspektem jest to, że posiadaliśmy tylko 6 masek (normalnie powinno być ich minimum 20), a 10 uczestników tak, więc poszczególne osoby, musiały zakładać te same maski, co ich poprzednicy. Efekty były za każdym razem były zupełnie inne. Warto też tutaj dodać, że im głośniejsze wydajesz z siebie odgłosy, gdy po raz pierwszy zobaczysz się w lustrze, tym łatwiej maska „przejmuję kontrolę”. Żeby dać wam do zrozumienia jak mocne mogą być, to kilka przykładów:

Jesteś złą maską, naprawdę złą maską…

Wspominałem już, że te maski wyglądały trochę złowieszczo? Mmmm, więc zastanówmy się, co się stanie, gdy założymy złowieszczą maskę? Wyłamana noga od stolika, przewracające się krzesła, przewrócony flipchart, latające w powietrzu poduszki i długopisy. I to przy uczestniku, który na zajęciach z impro był bardzo spokojny, a w samych scenkach nie pokazywał wiele ekspresji.

Masko, zejdź ze mnie!

Jedna z najweselszych masek, jaką nam się udało zrobić była w kształcie kota, bardzo pogodnego kota. Większość uczestników miała na nią bardzo pozytywne reakcje. Ale w jednym przypadku… Uczestnik ją zakłada, wchodzi w interakcję z przedmiotami i nagle pokazuje mu lustro. W tym momencie, widząc swoje odbicie, on chwyta za maskę i szarpnięciem, zdejmuje ją z głowy. Pytam, co się stało? W odpowiedzi, roztrzęsiony mówi, że nie spodobało mu się to, co tam zobaczył! Po krótkiej chwili ponowna próba i kolejna z inną maską. Żadna nie wywołała już tak mocnego efektu.

Dźwięki z otchłani

Już na początku obserwując zachowania uczestników, byłem zaskoczony, że obserwuję u nich takie zmiany. Czytałem wcześniej o tym i spodziewałem się jakiś efektów, ale te mnie totalnie zaskoczyły. Sam też na końcu próbowałem swoich sił z maskami. Przy pierwszej, efekt był praktycznie zerowy. Próbowałem, ale nie miałem takich efektów jak inni. Bardziej miałem uczucie, że po prostu udaje kogoś innego, potwierdzili to również obserwatorzy. Ale była taka jedna… Może wydać się to trochę szalone, ale gdy ubrałem maskę i ta mną „zawładnęła”, zacząłem wydawać z siebie odgłosy, które zaskoczyły mnie samego. Nie wiem jak opisać to uczucie. Ciekawe jest też to, że później te same dźwięki próbowałem wydać już po ściągnięciu maski, ale nie byłem w stanie tego osiągnąć.

Testowaliśmy sporo rzeczy, a efekty były mocno zaskakujące. To tylko kilka przykładów. Sami uczestnicy mieli tu przeróżne wnioski, które zdawały się potwierdzać, to, co opisywał Keith. Od razu zaznaczam, że na Impro Lab często specjalnie nie mówię uczestnikom, co tak naprawdę testujemy lub jakie mogą uzyskać efekty po danym ćwiczeniu. Po prostu nie chcę, żeby nieświadomie dążyli do spełnienia oczekiwań danego ćwiczenia/eksperymentu.

Scenki z maskami

Inicjacja i pierwszy kontakt z maskami, to jedno, a jeszcze są przecież scenki impro z wykorzystaniem masek. Czy miały wpływ na scenki? Tak i to dość spory. Po pierwsze z perspektywy obserwatora, scenka w masce staje się dużo ciekawsza, ale nie dlatego, że więcej się tam dzieje. Powiedziałbym, że dzieje się wręcz dużo mniej. Uczestnicy w większości nie starali się być śmieszni lub oryginalni. Więc dlaczego były ciekawsze? Myślę, że po prostu postaci, które odgrywali stały się „bardziej bardziej”. Na warsztaty z praktycznego impro nie przychodzą aktorzy (przez wszystkie edycje przewinęło się zaledwie kilka osób, które miały takie doświadczenie), tylko najczęściej osoby z branży IT lub z całej gamy innych zawodów, gdzie aktorstwo ktoś obserwuje zazwyczaj w kinie.

Maski zmieniały ich w niesamowicie ciekawe postacie. To, że zmieniały ich wygląd to zrozumiałe, ale to jak zmieniały ich zachowania i autentyczność w tym, co robili jest już niesamowite.

Natychmiastowy flow

W impro, a zwłaszcza w krótkich formach, stosuje się pewne „utrudnienia”, które zazwyczaj mają zająć świadomy umysł, po to, abyśmy mogli automatycznie reagować na to, co się dzieje. W scenkach z maskami nie było dosłownie żadnych utrudnień. Po prostu dwie osoby nakładały maski, otrzymywały inspirację w postaci jakiegoś wyrazu i miały coś z tym zrobić. Czyli domyślnie zbudować scenkę i akceptować oferty. Zwykle w pierwszym odruchu, ludzie starają się coś nagle zrobić, doprowadzić do jakiegoś wydarzenia, aby scena była bardziej ciekawa lub oryginalna. Po rozmowie z uczestnikami większość stwierdziła, że nie mieli parcia na bycie zabawnym lub, aby scenki były oryginalne, po prostu byli tam i robili to, co mieli robić. (A raczej to co Maski chciały ]:D  )

Co ciekawe często pojawiało się tu również sporo blokownia. Niektórzy tak mocno wchodzili w rolę, że nie akceptował rzeczywistości (scenki) innych osób.

No dobra trochę dziwnie to brzmi, robiliście fajne rzeczy,  ale co z tego wynika?

Właśnie o tym będzie kolejny wpis na blogu…

PS. Napisałem na początku, że maski, które wykonaliśmy są słabizną w porównaniu do masek z warsztatów Keitha. Moim zdaniem tak jest. Natomiast sam Keith opisuje, że często „piękna maska” może być kompletnie martwa. Nie ma w sobie tyle mocy, aby uwolnić osobowość na zewnątrz i ożyć. Natomiast kawałek starego worka z wyciętymi otworami na oczy i odsłoniętymi ustami, może mieć olbrzymią witalność. I to by się zgadzało.

Cz. 2 – Wnioski

Charlie Chaplin w jednym z wywiadów przyznał, że przygotowując się w garderobie do wcielenia się w rolę Trampa nie miał wcześniej pojęcia jak odegra jego postać. Należy tu dodać, że Mack Sennet, który był reżyserem, często nie tworzył żadnych scenariuszy do swoich filmów. Stwierdził tylko, że w jego filmie brakuje gagów, a Chaplin miał je improwizować. Wracając do garderoby… Chaplin pomyślał, że ubierze luźne spodnie, ciasną marynarkę, za duże buty, laskę i melonik. Był niezdecydowany czy wyglądać młodo czy staro, natomiast Sennet oczekiwał, żeby wyglądał jednak trochę starzej. Tak więc do tego całego zestawu dodał mały wąsik, który miał go postarzać, ale też nie miał zbytnio ukrywać ekspresji postaci Trampa. Później stała się ciekawa rzecz, jak sam opisuje to Chaplin:

„…Nie miałem pojęcia o tej postaci. Ale w momencie, gdy się przebrałem, to nałożone ubrania i makijaż sprawiły, że poczułem się osobą, jaką on był. Zacząłem go poznawać i w momencie, gdy wyszedłem na scenę on w pełni się narodził. Kiedy stanąłem przed Sennetem, wcieliłem się w postać, zacząłem dumnie kroczyć i paradować przed nim kołysząc laską. Gagi i komediowe idee zaczęły wyjeżdżać z mojego umysłu na przyśpieszonych obrotach.”

„…Moja postać była inna i nieznana amerykanom. Ale z tymi ubraniami na sobie czułem się jak rzeczywista, żyjąca osoba. Tak naprawdę to ona (postać Trampa) odpalała wszystkie rodzaje pomysłów, o których nawet bym nie marzył, dopóki nie przebrałem się i wynalazłem Trampa.”*

*Isabel Quigly, Charlie Chaplin – Early Comedies, Studio Vista, 1968

Chociaż teorię masek transowych poznałem jakieś dwa lata temu w książce, Keitha Johnstone-a „Improvisation and the Theatre”, to nie mogłem się zebrać do ich przetestowania. Po prostu oprócz lepszego wyczucia postaci przez aktorów nie widziałem innych praktycznych zastosowań. Opisy, chociaż ciekawe, to nie wiele wnosiły do mojego postrzegania improwizacji (przynajmniej praktycznej). Było tak do momentu wykonania naszego eksperymentu.

Mamy instynktowne reakcje na twarze. Instynktownie reagujemy na twarze innych oraz swoją własną. Co ciekawe, sama zmiana ubrań lub makijażu, czy ubranie maski, może na zasadzie primingu (torowania) lub prostego warunkowania, zmieniać nasze zachowania. Nie jest, więc bardzo zaskakujące, że zmieniamy się pod wpływem przebrania, masek itd. Jeżeli byliście kiedyś na balu przebierańców lub w innych okolicznościach ubieraliście maski, to pewnie mogliście poczuć delikatną zmianę swojego zachowania. Ale czy można to jakoś sensownie wykorzystać?

Jako trener Praktycznej Improwizacji, testowanie masek, dało mi nowe spojrzenie na kwestie spontaniczności. Czyli totalnego reagowania, bez grama myślenia (skupiania się na swoich myślach). Reagowania w sposób, który przypomina stan transu i bycie przez chwilę jakby inną osobą. Ale nie w rozumieniu udawania kogoś, tylko faktyczne bycie za maską. Keith lubi nazywać, że to maska włada tobą, dajesz się jej zawładnąć, oddać w jej posiadanie. Faktycznie, nie potrafiłem sobie tego wyobrazić, dopóki nie zobaczyłem tego na własne oczy u innych oraz sam nie przetestowałem masek.

Maski w zadaniach aktorskich oferują olbrzymią poMOC przy wejściu w daną rolę. Całkiem jak na przykładzie Charliego Chaplina. Wielu aktorów faktycznie wchodzi w rolę dopiero w momencie ich charakteryzacji. Widok odmienionego siebie pomaga w wydobyciu tkwiącego w odgrywanej postaci potencjału. Wręcz warunkuje i otwiera drogę do zachowań, których normalnie byśmy się nie spodziewali.

Co praca z maskami wnosi do mojego repertuaru?

Przyznam, że chociaż eksperyment był dla mnie bardzo zaskakujący, to w tym momencie widzę tylko jedno konkretne zastosowanie, które możne wspomóc rozwój nauki praktycznej improwizacji. Pozostałe zastosowania na pewne będą wdzięczną formą pracy przy improwizacji scenicznej – wręcz widać jak na dłoni, jak cele postaci się zmieniają i warunkują kolejne wydarzenia.

 Jest również kilka drobnych zastosowań, które uważam, że warto sprawdzić, bo moim zdaniem mają duże prawdopodobieństwo, aby być skutecznymi. Jednocześnie jest to dla mnie zbyt świeży i niezbadany temat, aby coś konkretnego na ten temat napisać.

Jedna rzecz, którą maski mi dały i którą na pewno wykorzystam, to użycie ich, jako narzędzia wspierającego przy pracy nad spontanicznością. Na przykład na Warsztatach Praktycznej Improwizacji lub szkoleniach z serii Totalna Spontaniczność. Jest to zupełnie nowy punkt widzenia i nowa droga do pokazania, jak niektórzy unikają na co dzień, pokazania pewnej cząstki siebie, swojej prawdziwej twarzy.

Jeżeli myślisz o tym jak masz się zachować i zbytnio to analizujesz, to nie ma mowy o spontaniczności. Wkładasz energię w przybranie pewnej codziennej maski (metaforycznie), aby odnaleźć się w danej sytuacji. Jeżeli ktoś chce być bardziej spontaniczny, to jest to bardzo słaba strategia. Do tej pory stosowałem wiele technik, które pomagają zaakceptować oddanie kontroli oraz ćwiczeń na zajęcie świadomego umysłu jakimś skomplikowanym zadaniem, po to by mniej zwracać uwagę na świadome myślenie i więcej reagować.

Maski poszerzają ten asortyment. Paradoksalnie, fizyczne ubranie papierowej maski, pomaga zrzucić te codzienne metaforyczne maski, które dominują w naszym codziennym życiu. Wchodzisz w stan, gdzie nie ma „ciśnienia” na bycie oryginalnym, śmiesznym, czy niezwykłym. Nie ma parcia. Po prostu jesteś tu i teraz i reagujesz. A reszta wychodzi przy okazji…

PHOTO CREDIT: ♥KATB PHOTOGRAPHY♥ VIA COMPFIGHT CC
Please like & share: